kolekcje
fb  ig
Boleslaw Chromry i Magda Sawicka
00a

Jak obiecywaliśmy, tak zrobiliśmy. To nasz pierwszy wywiad, który nie jest skupiony wokół muzyki. Bolesław Chromry jest ostatnimi czasy najbardziej rozchwytywanym polskim rysownikiem i komentatorem rzeczywistości, która dziwnym trafem dotyczy każdego z nas. Komentarze w stylu “jak on to robi, mam totalnie tak samo”, “Bolesław to geniusz”, “kurwa mać, dlaczego tak jest” i “ja pierdole, totalnie ma rację” to chleb powszedni podczas scrollowania jego Instagrama. Z kolei Magda Sawicka to uzdolniona tatuażystka, która na co dzień rezyduje w Gulestus Tattoo. Jest również pasjonatką Maryjek i polskiej sztuki.

Do ich praskiego mieszkania wpadliśmy dwa razy - najpierw pod koniec ubiegłorocznych wakacji, potem nastąpiła eksplozja popularności Chromrego, a on sam zapuścił brodę, więc nie było innej opcji - spotkaliśmy się po raz drugi. Dograliśmy co trzeba, no i jest. Tzw. pojebany wywiad.

02a

Dewocjonalia 3D, Namysłowska i młoda polska sztuka.

Bolesław: Znacie Monstera o smaku mango? Unikacie takich rzeczy? My kiedyś też unikaliśmy, a teraz smakuje nam zajebiście. Pijemy to rzadko, ale to jedyny energetyk, który ma jakiś smak i siedzi.

Magda: Co to jest w ogóle za kultura podróbek! Jak byliśmy kiedyś w Turcji, to na targu można było dostać wszystko z Monstera - czapki, T-shirty, plecaki, magnesy i tak dalej. Absurd, bo kupujesz coś, co dalej reklamuje tę firmę, mimo że jest fejkowe.

Bolesław: W każdym razie, zapraszamy, zaczniemy od sypialni. Odjebaliśmy ją tak, że można pokazać teraz całą. Miasto miłości. Brakuje tylko kadzideł i hinduskiej muzyki. Nad naszymi głowami wisi piękny kolorowy żyrandol z kutasami - prezent ślubny od serdecznych przyjaciół. Pamiętam, jak wprowadzaliśmy się tutaj jakieś dwa lata temu i wszystkie meble kupowaliśmy w totalnym popłochu. Wiecie, trochę jak w reality-show, w którym masz 10 tysięcy i tylko trzy godziny na ich wydanie. Ikea, środek zimy, puchowe kurtki i sprint przez cały sklep. Dodatkowo, w ciągu jednego dnia musieliśmy się wyprowadzić z poprzedniego mieszkania na Bagnie, kupić podstawowe meble i przenieść się tutaj. W każdym razie, do meritum - wymieniamy się sztuką z fajnymi artystami…

Magda: …ale zdarza się nam też kupować od nich obrazy. Dużo rzeczy przyszło do nas z Bazaru Namysłowska. Mamy do niego 2 minuty drogi i wynajdujemy tam sporo perełek, np. ten przedwojenny obraz z młodymi chłopcami. Nie wiadomo, kto go namalował. Wyjęliśmy ze starych ram i elegancko oprawiliśmy w 3D, żeby nie naruszyć jego delikatnego stanu. Zresztą, oprawianie to moja pasja, zbieram przedwojenne pocztówki, różne grafiki, zdjęcia i je oprawiam. Jak się budzę rano, to sobie leżę i patrzę na tę ścianę pełną obrazów. A tam, na parapecie, jest kącik Gary’ego, naszego pieska. Jak nas nie ma, to on sobie tam wchodzi i przez okienko patrzy na świat.

W każdym razie, zapraszamy, zaczniemy od sypialni. Odjebaliśmy ją tak, że można pokazać teraz całą. Miasto miłości. Brakuje tylko kadzideł i hinduskiej muzyki. Nad naszymi głowami wisi piękny kolorowy żyrandol z kutasami – prezent ślubny od serdecznych przyjaciół.

03aa


03c


03z
03zz

Bolesław: Nasze ulubione stoisko prowadzi pan, na którego wołamy Pan Pudlarz, bo nie wiemy, jak się naprawdę nazywa. Zawsze przywozi ze trzy aleje pudeł, w których znajdują się rzeczy wyrzucane na śmietnik w krajach francuskojęzycznych. I to jedzie od razu do Polski. Po produktach, które dość często się powtarzają widać, że należały do starszych ludzi, na przykład z Brukseli albo z Marsylii. Był m.in. kosz wypełniony starymi laskami, co było już totalnym przekroczeniem pewnych granic. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że ja uwielbiam kupować dziwaczne i brzydkie rzeczy, natomiast Magda stara się to balansować czymś bardziej przyzwoitym. Ona zawsze ma ostatnie zdanie, czy coś bierzemy czy jednak odpuszczamy (śmiech).

Magda: Ja po prostu zawsze mam gotówkę (śmiech). O, ten malowany talerzyk również jest z Namysłowskiej.

Bolesław: Ostatecznym argumentem jest to, kiedy Magda mówi “mogę ci to kupić, ale pod warunkiem, że będziesz trzymał to w piwnicy (śmiech). To jest tekst, który daje mi wystarczająco dużo do myślenia.

Bolesław: Pokażemy wam jeszcze kuchnię, bo tam też odświeżyliśmy. Na ścianie mamy talerzyki, wszystkie od Pudlarza. Teraz jest moda na minimalizm, a u nas wszędzie maksymalizm.

Magda: A, powiedz skąd masz np. Ewę Ciepielewską ze słynnej Grupy Luxus.

Bolesław: Ach, tak! Dostałem ten piękny obraz z okazji urodzin, piękny prezent.

Magda: A to dopiero ciekawy malarz, mamy kilka jego obrazów - Stanisław Koguciuk. Jest bardzo stary, a jakiś czas temu zaczął się dość spory hajp na jego sztukę. Szkoda, że nie wiąże się z tym jego dobrobyt, bo Koguciuk tak naprawdę prawie nic za swoje dzieła nie dostaje. Dzieła są bardzo rzadkie, a większość z nich wypływa na Zachód. Malarz posiada merszantkę, która płaci mu za to małe pieniądze i sprzedaje z ogromną przebitką. Smutne, bo Koguciuk dalej żyje bardzo skromnie, gdzieś na wsi na lubelszczyźnie.

Bolesław: Smutne, bo przez to, że nie posiada żadnego wykształcenia artystycznego, nie potrafi rozkminić, że jego dzieła mają większą wartość. Nazywają go nowym Nikiforem. Wyobraźcie sobie, że obrazy, które u nas wiszą, udało nam się kupić dopiero po roku czekania. Byliśmy w Lublinie, w Galerii Sztuki Ludowej i pani opowiadała, że bardzo rzadko udaje się coś trafić, więc z nadzieją zostawiliśmy namiary. Kiedy po czasie pani się odezwała, wzięliśmy wszystko.

05aa

Bolesław: Idziemy dalej - ten piękny obrazek 3D przedstawiający Chrystusa, to moja pamiątka z Mediolanu. Zresztą, bardzo lubimy dewocjonalia, o czym wkrótce się przekonacie.

Posiadamy pewien klucz doboru artystów, co zresztą doskonale widać na przykładzie tej ściany. Jan Móżdżyński jest młodym malarzem, który w tym roku ukończył warszawską ASP. To z kolei Aleksandra Liput, asystentka na tej samej ASP. Mateusz Sarzyński, który wygrał tegoroczną Artystyczną Podróż Hestii, jest malarzem i tatuatorem z Krakowa. Kolejna osoba z Krakowa to Monika Chlebek, malarka. To jest moja notatka z tych wakacji. To Kinga Nowak, są też Agata Pawlik i Agata Złotko. To natomiast pamiątka z Gniezna, zdjęcie w rycerskich przebraniach wykonane podczas festynu z okazji rocznicy Chrztu Polski, a to Ziemowit Kmieć.

Magda: To jest zdjęcie naszych przyjaciół, które zostawili - nic nie mówiąc - pewnego razu po wizycie u nas. Od tego czasu to creepy zdjęcie wciąż tutaj stoi.

Bolesław: Dziwna niespodzianka z bardzo pasującą do otoczenia ramką.

Magda: Kilka skarbów z Namysłowskiej i szafka od mojej cioci w idealnym stanie, bez żadnej renowacji.

Bolesław: Nie lubię tych szklanych łabędzi, ale ciężko się nie zgodzić - idealnie tutaj pasują. Zrobił się nam taki babciny kącik. A to jest Jadwiga Sawicka namalowana przez Dominikę Kowynię, bardzo zdolną malarkę z Katowic. Opowiemy wam też o tej szafie, bo to niesamowita historia.

Magda: Tak! Skąd się tu wzięła? Została po wcześniejszej właścicielce. To późna zakopiańska secesja, początek XX wieku. Nie dało jej się w żaden sposób wnieść, jedyną opcją było wciąganie na linach przez balkon. Dlatego nie opłacało się jej zabierać i już tu została. To są nasze drzwi do Narnii.

Bolesław: Ta szafa żyje. Wydaje bardzo dużo odgłosów, czasami w chuj głośnych, że zastanawiam się, czy to moje wewnętrzne lęki, czy to szafa. Szanuję to, jest częścią tego mieszkania. A na górze stoją dwa dziadki do orzechów, żaden TK Maxx. Trochę wstyd, bo są zakurzone, ale zdejmę je i zaprezentuję. Mają prawdziwe włosy z jakichś norek czy innych zwierząt - nie są wegańskie (śmiech).

Magda: Wszystkie kupiłam w sumie za jakieś 60zł.

Bolesław: Mieszkaliśmy na Kazimierzu w Krakowie, postawiliśmy je na lodówce i pamiętam, że wracaliśmy z kina z horroru The Conjuring, który był naprawdę przerażający. Pamiętam, że ten film naprawdę mnie poruszył. Jak zobaczyłem te lalki, to nie mogłem, kurwa, spać.

07a


07bb


07cc

Ta szafa żyje. Wydaje bardzo dużo odgłosów, czasami w chuj głośnych, że zastanawiam się, czy to moje wewnętrzne lęki, czy to szafa. Szanuję to, jest częścią tego mieszkania.

Bolesław: A to jest mój obraz “Ludzie to kurwy”, który miał rekordowe wzięcie. Z tego właśnie powodu go nie sprzedałem.

Magda: To nasz nowy nabytek od Radka Szlęzaka, kolejnego malarza z Krakowa. Pokaż kolekcję szklanych kul. Mamy ich mnóstwo, obecnie jest moda na tego typu rzeczy i w sklepach są całkiem drogie. Zobaczcie tylko, ławica delfinów, wakacyjny powiew.

Bolesław: Fascynujące są te kule. A zaczęło się od tego, że kiedyś w Krakowie byliśmy u znajomej i wyczaiłem taką jedną i zapytałem, czy mogę sobie wziąć. A ona powiedziała, że nie, bo to właścicielki. No i później, przy okazji, wpadliśmy do niej i sobie wziąłem.

A tego manekina znalazłem na śmietniku - ręcznie malowany. Byłem z Garym na spacerze i najpierw wydawało mi się, że ktoś na mnie patrzy, wystawała sama głowa. Podchodzę bliżej, okazało się, że to stary manekin. Szkoda mi się go zrobiło i zabrałem go. Najbardziej creepy momentem było to, kiedy przyniosłem go do domu i myłem pod prysznicem. Położyłem go i szorowałem, nawet z nim rozmawiałem. Przy tempie naszego zbieractwa doszliśmy do wniosku, że musimy kupić sobie nowe mieszkanie, bo już się nie mieścimy z tymi rzeczami. Chodźcie do naszego atelier!

Magda: Tutaj malujemy figurki, zmieniając często ich pierwotny wizerunek. Na ścianach wiszą różne zdjęcia, które nas inspirują - apel ze szkoły, reklama pasty do zębów z Sardynii i takie tam dziwactwa. A teraz uwaga, pokażę wam nietypową, drewnianą zabawkę. Model World Trade Center do złożenia, jeszcze sprzed czasów 11 września.

Bolesław: Pamiętam, że w dniu zamachu kserowałem okładkę Nevermind Nirvany w punkcie ksero. Takie rzeczy robiło się jeszcze w 2001 roku.

Magda: Ten obrazek ukradłam kiedyś z toalety z krakowskiej Eszewerii. Byłam nastolatką, zdarza się! Kolejne wspaniałości z Namysłowskiej. Nasza kuchnia nie prezentuje się zachwycająco - czeka na remont. Te zdjęcia ludzi to nie są żadne pamiątki rodzinne, a znowu Namysłowska. Nie znamy tych ludzi. Chcieliśmy zrobić całą serię mężczyzn patrzących się w prawo, ale to wcale nie jest łatwe, bo wszyscy robią dokładnie odwrotnie! Znowu Koguciuk, Agnieszka Piksa, Kuba Woynarowski i Justyna Gryglewicz, a to jest propagandowy plakat z okresu PRL-u. Mamy też całą zastawę w klimacie IHS, filiżanki, talerze na pierwszą komunię. Nasi rodzice byli szczęśliwi. Albo porno kieliszki z babami i fiutami. Jak się nalewa wódki to robi się soczewka i pokazuje się ukryte zdjęcie. Rzeczy z lat 60.

Bolesław: Nie było internetu, ludzie sobie musieli jakoś radzić.

09a


09cc


09ee

Salon, gablotka i Althamer

Bolesław: Muszę się pochwalić, że w wakacje będziemy robić wspólną wystawę w Gdańsku. Organizuje to tamtejsza CSW Łaźnia i będzie to działanie w przestrzeni miejskiej - powstaną specjalne, przeszklone kontenery. My zrobimy sobie w nim muzeum rzeczy. Sporo wyjazdów przed nami, rok temu miałem swoje pierwsze wystąpienie na festiwalu literackim w Częstochowie i we wrześniu tam wracamy. Pamiętam, że potem była odjechana impreza z Ziemowitem Szczerkiem. Dał nam wszystkim kwasa i było super.

Magda: Ja widziałam płomienie i światłość wychodzącą z Jasnej Góry, mówię poważnie! Chcieliśmy nawet zrobić pielgrzymkę, ale nie doszlibyśmy w tym stanie do celu (śmiech).

Bolesław: Przejdźmy do salonu - pokażemy wam ciekawą porcelankę z - jakżeby inaczej - Namysłowskiej.

Magda: Zrobiło nam się przykro, że nikt tego nie kupi i że w końcu wyląduje na śmietniku. Uratowaliśmy ją, podobnie jak sporo Maryjek, których mamy pokaźną kolekcję. Za każdym razem, gdy widzimy jakąś samotną Maryjkę, to ją kupujemy, ratując od zapomnienia.

Bolesław: Nasi rodzice, którzy od czasu do czasu u nas nocują, są oburzeni niektórymi naszymi trofeami, więc musimy je chować. Mamy pacynkę papieża, wakacyjną pamiątkę z Neapolu.

Magda: Ten obrazek kolesia z dziwnymi oczami i ten anioł to też z Namysłowskiej. W ogóle z tym portretem to jest gruba historia - kupiliśmy teczkę, która była pełna dokumentów, rycin i zdjęć zachowanych w idealnym stanie.

Bolesław: W środku są dokumenty z okresu powojennego należące do jakiegoś Niemca. Wygląda trochę jak esesman, prawda?

Magda: Wiemy o nim całkiem sporo, miał np. przewodnik po Hamburgu.

Bolesław: To wygląda, jakby teczka była nie otwierana przez kilkadziesiąt lat, fascynująca sprawa. Koleś był prawdopodobnie studentem architektury. Jakieś ćwiczenia, rzuty, rysunek rzeźby. To chyba autoportret? I datowane na 1943 rok, ciekawe, co robił wtedy w Hamburgu. Chciał się uczyć angielskiego, może planował ucieczkę? Sporo tu pustych kartek. Wierzę w to, że przedmioty mogą mieć dobrą i złą energię. Zastanawialiśmy się, co bije właśnie od tej teczki i portretu czy od naszej creepy porcelanki z panią.

11a


11ccc


11fff

Magda: A tego różowego kolesia kupiliśmy od naszego znajomego, który prowadzi vintage shop Rzeczy Stefana. Zastanawialiśmy się, czyja to praca.

Dionizy Purta jest artystą naiwnym, rzeźbiarzem, którego w przeciwieństwie do innych twórców wciąż cieszy go materiał, na którym pracuje. Według niego te figurki przedstawiają rycerzyków. Pani sprzedające te prace zapytała się mnie, co przedstawiają i powiedziałam, że to rakiety.

Bolesław: A tutaj limitowana, sygnowana pocztówka Wilhelma Sasnala. Mamy też lusterko o ponętnym wyglądzie. Piesek w ramce również zakupiony na Namysłowskiej - znowu nieco creepy.

Magda: Opowiedz coś o naszych pieskach.

Bolesław: No więc, to są klasyczne kominkowe psy z porcelany. Produkowane w Anglii, początek XX wieku, mają certyfikaty wytwórni Beswick. Tworzyli tylko spaniele, bo takie na swoim dworze miał król Karol. W pewnym okresie stały się kultem kiczu i nie są szanowane przez kolekcjonerów poważnej porcelany, tylko przez…

Magda: ...takich pojebów jak my.

Bolesław: Dokładnie. Tzn. ja rozumiem, że ten pies jest dość szpetny i może być postrzegany, jako coś brzydkiego.

Magda: A ja go uwielbiam!

Bolesław: Natomiast ten drugi jest piękny, wersja premium. A tego bałwanka z gliny wyrzeźbiłem w zimie.

Magda: Tutaj dwie Japoneczki, trochę dzieciaczki, niemowlaczki, coś dziwnego.

Bolesław: A ten czajniczek to prezent od mojej żony na zeszłe urodziny. Namalowane przez Joannę Fluder, która tworzy jako JAD Dishes.

Bolesław: No więc, to są klasyczne kominkowe psy z porcelany. Produkowane w Anglii, początek XX wieku, mają certyfikaty wytwórni Beswick. Tworzyli tylko spaniele, bo takie na swoim dworze miał król Karol. W pewnym okresie stały się kultem kiczu i nie są szanowane przez kolekcjonerów poważnej porcelany, tylko przez…

Magda: ...takich pojebów jak my.

13aaaa


13cc


13fff

Magda: To może przy okazji pokaż wszystkie rozsiane po naszym domu dzieła Jadu. Łatwiej będzie to zebrać.

Bolesław: Tak zrobię, Magda jest jej wielką fanką. Oba talerze są jej autorstwa - ten środkowy to jesteśmy my na drugą albo trzecią albo czwartą rocznicę. Sam już nie wiem, ile czasu jesteśmy po ślubie. Raz pojechaliśmy w podróż poślubną, a co roku planujemy wakacje i już nam się totalnie pomieszało, która to rocznica.

Magda: Jak jeździmy na wakacje, to raz w roku koniecznie all inclusive, ładny hotel, świetne jedzenie, super basen i nie wychodzimy poza jego teren. Zaraz lecimy ze znajomymi do Egiptu, czaicie to!?

Bolesław: Emeryckie wakacje, na których czytamy po 3-4 książki i kompletnie odcinamy się od internetu. Wracając do tematu - chcecie obejrzeć jakieś płyty? Kiedyś nie miałem na nie pieniędzy, a teraz nie mam sprzętu, na którym mógłbym odpalać winyle, ale mam też sporo cdków. 30zł to moja granica psychologiczna dla płytek, staram się nie wydawać więcej. Nie? Okej, zostawmy to na później.

Wracamy do sztuki - to znowu Mateusz Sarzyński, a to Rafał Bujnowski. Tomek Kręcicki z Potencji, mój talerzyk, to Dawid Czycz z Krakowa, to Martyna Czech z Katowic, Zbiok Czajkowski, JAD, Agata Pawlik, Mariusz Trubisz - tatuator, tutaj mamy Hawaje Tattoo, to Klementyna Jarnuszkiewicz, a to Monika Chlebek. Sporo tej młodej polskiej sztuki się nam uzbierało.

Chodźcie do naszej pracowni. Opowiemy historię kota, który tutaj stoi. Przywieźliśmy go, jak wracaliśmy z Gdańska, kupowaliśmy w magazynie przy drodze szybkiego ruchu.

Magda: Mężczyźni, od których to kupiliśmy, pojawili się nagle, znikąd. Wyglądali jak żywcem wyjęci z jakiegoś horroru typu Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną czy Wzgórza Mają Oczy.

Bolesław: Na dodatek zacząłem się z nimi mocno targować, nie skumałem, że nie najlepsze osoby do takich akcji. I później jak wracaliśmy do domu z tym kotem w bagażniku, to bałem się, że jadą za nami, żeby nas zabić i na przykład oskórować w szopie.

Tę rzeźbę kupiliśmy na Teneryfie z glinki ceramicznej. Ręczna robota, reprodukcja statuetki przedstawiającej boginię Aborygenów, którzy zamieszkiwali wcześniej Teneryfe. Wazonik o Malwinie Konopackiej dla Malwiny Konopackiej. Czeka na odbiór.

Magda: Mamy też lampkę tukan z lat 60. Pokażmy gablotkę.

15a


15ddd

Bolesław: O Jezu, teraz się zacznie… Gablotka jest hardkorem. Zaczniemy od największego hitu, oczywiście kupiliśmy to na Namysłowskiej. To jest lalka wykonana przez Pawła Althamera, która oficjalnie nie kosztuje wcale mało...

Magda: ...jest w nienaruszonym stanie, z metką, z numerem stacjonarnym do Althamerów z lat 90. Mieli wtedy na Chmielnej sklepik z zabawkami, gdzie sprzedawali m.in. takie lalki. Początkowo ręcznie robione, później przeszło w swego rodzaju manufakturę. Lalki były robione ze skrawków i nie ma drugiej takiej samej, wszystko się czymś od siebie różnią. My akurat posiadamy wersję zimową. Kupiliśmy to od pani, która powiedziała, że nie sprzeda tego taniej niż za 39zł, bo to jest rękodzieło. Przy okazji, polecam książkę o Pawle Althamerze autorstwa Karola Sienkiewicza.

Bolesław: A ja jeszcze chciałem się targować. Albo to świadczy o mojej wybitnej grze aktorskiej, albo o tym, że jestem najgorszym człowiekiem na świecie.

Magda: Nasza koleżanka kupiła podobną w lumpeksie, a jeszcze inna na Allegro, też za jakieś śmieszne pieniądze.

Bolesław: Wracamy do eksplorowania gablotki. To jest warte pokazania: niemiecka zabawka, tu naciskało się, spadały spodenki i wylatywał mocz. Bardzo zabawna figurka, nieprawdaż?

Magda: Mamy też disco Jezusa, imprezowy odlot. Kupiliśmy w sklepie “wszystko za 5zł” u jakiegoś Chińczyka.

Bolesław: Wjadę teraz z moją skandaliczną kolekcją. Posiadam najróżniejsze kolonialne, ekstremalnie brzydkie figurki, ogólnie dość tropikalna sprawa. Uważam, że ja ratuję te przedmioty. Nikt tego nie chciał kupić, a mi sprzedawca powiedział, że może puścić za dychę. Odpowiedziałem, że to jest tak brzydkie, że trochę dużo sobie zażyczył. No i zszedł do 7zł, wziąłem figurkę, a sprzedawca - z widoczną ulgą - odparł na to “noo, długo czekał na swojego właściciela” (śmiech). Odbiłem: “no, bo przyszedł pojebany człowiek”. Jakaś kobieta chciała uratować sytuację i powiedziała, że “Nie, pan się po prostu zna na rzeczy”.

Tego gipsowego satyra czy innego lokalnego bożka przywieźliśmy z Rodos. Pokazywałem go na wystawie w Krakowie, po której zadzwonił do mnie jakiś - rzekomo znający się na rzeczy - kolekcjoner rzeźby z chęcią zakupu. Strasznie chciało mi się śmiać i stwierdziłem, że będę tę farsę ciągnął dalej. Mówił, że się dobrze zna i ma sporą kolekcję najbardziej pożądanych rzeźb. Pytał, z czego jest to wykonane. Nie chciałem sprzedawać, ale żałuję, że nie powiedziałem mu, że mam pracownię na Rodos.

Trzymając się podróży - jak byliśmy teraz w Neapolu, poszliśmy do jakiegoś ekstrawaganckiego antykwariusza. Miał rzeźby podobne do tych naszych i sprzedawał je za jakieś masakrycznie duże pieniądze. Smutne jest to, bo istnieje szansa, że takie przedmioty wykonywali niewolnicy, mówię serio, bez żartów. Magda ratuje Maryjki i inne dewocjonalia, ja ratuję jakieś niebezpieczne politycznie rzeczy, które ciężko w ogóle zaklasyfikować.

17a


17cc

Tego gipsowego satyra czy innego lokalnego bożka przywieźliśmy z Rodos. Pokazywałem go na wystawie w Krakowie, po której zadzwonił do mnie jakiś – rzekomo znający się na rzeczy – kolekcjoner rzeźby z chęcią zakupu. Strasznie chciało mi się śmiać i stwierdziłem, że będę tę farsę ciągnął dalej.

Magda: Mamy ogrom różnych przedmiotów i nie wiem, jak to mieszkanie będzie wyglądało za kilkanaście lat. W czasie naszej nieobecności zapewne odbywa się tu jakieś creeperskie Toy Story.

Bolesław: W gablotce mamy też Lego Simpsonów.. Oszaleliśmy na punkcie tej serii i kupowaliśmy wszystkie boxy, co dodawało pikanterii, bo musieliśmy macać i wyszukiwać.

Ten pies jest czymś, co nas szczerze obrzydza i jest tak paskudne, że chyba musimy wynieść do piwnicy. Pies z czerwonymi oczami, no kto by pomyślał, ohyda.

Magda: Powiedzmy coś jeszcze o plakatach.

Bolesław: Plakaty kupiliśmy podczas wycieczki do Trójmiasta. Jechaliśmy wtedy całą noc polskim busem, nie wiedzieliśmy, czego spodziewać się po podróży, więc wzięliśmy po tabletce xanaxu. To była wspaniała decyzja, bo obudziliśmy się wjeżdżając do Gdańska, wypoczęci i wyspani. A śniadanie kupione przy dworcu smakowało, jak najlepsze śniadanie na świecie.

Przechodziliśmy obok teatru, gdzie zauważyłem ten plakat i zapytałem pani w kasie, czy mogę taki nabyć. Nie wiąże się z nimi żadna historia, oprócz takiej, że zawsze jedząc tutaj śniadanie zastanawialiśmy się, kim byśmy chcieli być z tego przedstawienia - czarownicą, duchem czy prostytutką. Dopiero po pół roku obecności w tym mieszkaniu zorientowałem się, że przedstawia seans spirytystyczny.

19bbb


19dd


19zz

Płyty i trochę muzyczki

Bolesław: A może chcecie jednak zobaczyć jakieś winyle? Nie mam co prawda adaptera, ale kiedyś na pewno będę miał. Z tego względu poszedłem też w płyty CD. Jeśli chodzi o winyle to mam taką zasadę, że kupuję tylko używane. W ogóle, połączył nas zespół The Smiths, a ważne role odgrywali również Connan Mockasin, Morrissey i Yo La Tengo.

Magda: Klasyki klasyków, nie mamy u siebie żadnych szaleństw, w zupełności wystarcza nam odjechana sztuka.

Bolesław: Pierwsze tłoczenie Haliny Żytkowiak, które dostałem od naszego przyjaciela Zdzisława. Kiedyś oszalałem na punkcie jej piosenki, a on wygrzebał tę płytę u swoich rodziców i mi ją podarował. Mam też Prefab Sprout, którą również dostałem na urodziny. Dalej - New Order, który również jest naszą wspólną miłością. Napisali kiedyś piosenkę z okazji Mundialu dla reprezentacji Anglii, taka ciekawostka. Ciekawe jest też to, że ludzie, którzy nie interesują się tak bardzo muzyką, nie wiedzą, że to są byli muzycy Joy Divison. Słuchamy najwięcej muzyki z lat 80. i 90. Tamta wrażliwość, jakość, to wszystko nas ujmuje. Roxy Music, wspomniani The Smiths, uwielbiamy.

Lubimy też starą włoską filmową muzykę z lat 60., 70. czy 80. Ten kompozytor nazywa się Lucio Battisti, tamtejsza gwiazda, trochę jak nasz Zbyszek Wodecki. Miał lepsze i gorsze okresy, ale zdarzały mu się płyty wybitne. Włoska muzyka z jednej strony może być strasznie kiczowata, ale z drugiej strony wydaje mi się dość mroczna. Ale ja to jestem wewnętrznym gothem, więc wszędzie widzę ten mrok. Neapol jest piękny, ale tajemniczy. Zresztą panuje tam kult śmierci.

Magda: W Neapolu poszliśmy na dość hardkorową wycieczkę na cmentarz z około 1800 roku. Wyrzeźbiony w skale, alejki pełne kości i ołtarzów. Później wybraliśmy się też do wydziału anatomicznego, gdzie można było oglądać różne patologiczne przypadki - bliźniaki syjamskie, cyklopy i tak dalej.

21

Bolesław: Wracając do bardziej przyziemnych tematów, pokażę wam trochę cdków, których mam nieco więcej niż winyli. To jest płyta Bryana Ferry’ego, totalnie początki naszego związku i genialna piosenka Don’t Stop the Dance. David Bowie to wiadomo, Charlotte’a i jej pierwszy, a zarazem najciekawszy album. Proste, nieprzekombinowane piosenki. Byliśmy na jej koncercie na OFFie i powiem wam, że pozytywnie nas zaskoczył. Zaśpiewała też piosenkę Charlotte Forever, którą napisał dla niej jej ojciec, co było zajebiście wzruszające. Do tego ekstra scenografia. Nie słucham obecnie jej muzyki, szanuję za całość, chociaż nie jest dla mnie już tak autentyczna.

Magda: Najmniej prowizoryczny koncert ever, wszystko było super profesjonalne.

Bolesław: Nasze gotyckie serca, czyli This Mortal Coil, dalej Julee Cruise, wiadomo, klasyka. A tego się mogliście nie spodziewać, prawda? DJ Shadow i jego instant classic. Papa Dance i ich płyta-geniusz Poniżej Krytyki. W pewnych - porcysowych - kręgach uważana za kultową. Jedna z ważniejszych płyt w moim życiu. Bardzo szanujemy też Roisin Murphy, mamy jej kilka płyt. Artystka 360.

Caramel, piosenka Connana z tej płyty była pierwszą do tańca na naszym ślubie. The Cure, bardzo szanuję ich stare płyty. Cocteau Twins, Heaven or Las Vegas wybitna płyta i dość trudno dostępna. Piosenki - rozpierdalacze. Słowa, których nie da się rozpoznać. Spiritualized i ich Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space, kolejna klasyka Porcysu. A tę płytę Iggy’ego Popa kupiliśmy dlatego, że po pierwsze to Iggy Pop, po drugie jest świetna, a po trzecie - Ian Curtis wysłuchał tej płyty przed popełnieniem samobójstwa. Oneohtrix Point Never, Yo La Tengo i moja najdroższa płyta High Places, która kosztowała 55 zł, ale nie jest wcale super wydana, trochę jak dodatek do gazety. Mamy też prawie wszystkie płyty Sonic Youth. Jak widzicie, głównie offowa muzyka, dlatego też, od pierwszych edycji jeździmy na OFF Festival. Teraz mieliśmy trzy lata przerwy i wróciliśmy w tamtym roku, a już teraz planujemy tegoroczną edycją, bo przecież będzie Stereolab.

Super odświeżające uczucie, kiedy wracasz do miejsca, w którym spędziłeś najfajniejsze chwile z lat swojej młodości.

89


96

Bolesław Chromry rysownik, ilustrator i autor powieści graficznych. Kolekcjonuje brzydotę.

Magda Sawicka rysowniczka, tatuatorka, ilustratorka i kolekcjonerka dewocjonaliów.

999
Online magazine about music and its collectors
© 2019 kolekcje. All rights reserved