kolekcje
fb  ig
Michał Ziętara
00d

Pierwszy wywiad poza Warszawą – Berlin. Wylądowaliśmy w mieszkaniu z widokiem na Tempelhof, w samym sercu Neukölln – jednej z ciekawszych dzielnic tego fascynującego miasta. Zieloną herbatą ugościł nas Michał Ziętara, od którego pozytywna energia i chęć do działania bije aż na kilometr. Spędziliśmy tam całe popołudnie, słuchając ciepłych, letnich house’owych szlagierów. Michał opowiedział nam o swoich polskich korzeniach, Bawarii, w której się wychował, a także o przeprowadzce i didżejskim życiu w Berlinie. Rezydent Salon – zur Wilden Renate, stały bywalec wielu niemieckich klubów, współzałożyciel labelu One Step Back Ahead i po prostu świetny koleś.

02b

Chciałbym zacząć od zaprezentowania mojej DIY “DJ booth”. Jak to się mówi w Polsce? “Stolik didżejowy”? Aaa, właśnie – “didżejka”! Zbudowałem ją własnoręcznie na wzór tej z klubu Robert Johnson w Offenbach. Kolor jest ten sam, musiałem przenieść go do swojego domu, bo tak mi się spodobał. Jednym z głównych punktów tej didżejki jest wyjątkowy mikser Taula 4, który przyleciał do mnie prosto z Barcelony. Robią go tylko na zamówienie. Nagłośnienie Yamahy brzmi naprawdę solidnie i przyznam, że w bardzo lubię nagrywać i słuchać muzyki w domowych warunkach. Uwielbiam grać dla ludzi w klubach – zaczęło się od hobby, a skończyło się na regularnej pracy. Moja przygoda z djingiem trwa już 13 lat i nie wyobrażam sobie, żebym mógł robić coś innego. Obecnie 80% imprez gram z płyt, kiedyś częściej używałem CDJ, ale hype na granie z kompaktów minął tak szybko, jak się pojawił, a z USB zdarza mi się grywać raczej rzadko. Nie widzę sensu w godzinnych setach, dopiero wtedy się solidnie rozgrzewam. Jeśli gram w klubie, to długo, minimum 3h. W każdym razie, to jest moje święte miejsce do odsłuchu nowych płyt czy nagrywania podcastów, których, od wielu lat, powstaje tu całkiem sporo. Mam to szczęście, że w tym przypadku ludzie często się do mnie odzywają i proszą o nagranie jakiegoś miksu.

Pewnie zauważyliście sporo wypakowanych płytami wózków. To mój aktualny, z którym jeżdżę na większość imprez w ostatnim czasie. A reszta jest popsuta. Pytacie dlaczego i już spieszę z odpowiedzią. Wymieniam standardowe, zepsute kółka na trwałe, pochodzące z łyżworolek. Prowadzę więc swoisty warsztat, który ma nawet oficjalną nazwę – Zietara's DJ-Trolley Pitstop Station. Początek był banalny – sam potrzebowałem nowych kółek i wymyśliłem sobie, że zacznę korzystać z tych “rolkowych”. Miałem zreperowane już 2–3 sztuki, kiedy koledzy zaczęli się pytać, skąd mam taki nietypowy sprzęt. I poszło – do dnia dzisiejszego zrobiłem około 200 wózków. Korzysta z nich wielu didżejów, m.in. Diego Krause, Mike Huckaby czy swego czasu Ptaki. Jak porządnie je naprawię, to wózki jeżdżą długimi latami, totalnie high quality (śmiech). Mam jedną zasadę – korzystam tylko z białych kolorów, bo są najbardziej widoczne i od razu budzą ciekawość. Po niemiecku jest takie określenie – Wiedererkennungswert, co można luźno przetłumaczyć na polski, że to znak rozpoznawczy.

Przejdźmy do konkretów, puszczę wam pierwszą płytę – na pierwszy rzut Azuni i jego album City Look. Nabyłem ją stosunkowo niedawno, chociaż nie jest to wydanie pierwszej młodości – pochodzi sprzed 10 lat. Bardzo przyjemny deep house ze Szwajcarii. Uwielbiam takie głębokie, przestrzenne brzmienia.. Do ręki wpadł mi też winyl od znanego duetu Zenker Brothers. Bardzo ich lubię i często gram ten numer, tylko nie wiem, czy ten duet potrzebuje jeszcze jakiegokolwiek promo, to uznana marka w środowisku klubowym. Kocham takie sferyczne techno, a to jeden z moich tracków wszechczasów. Jak już jesteśmy przy wytwórni Ilian Tape, to nie sposób wspomnieć o Skee Mask, To, co robi ten młodziak, jest po prostu nienormalne!

03a


04a


05

Wymieniam standardowe, zepsute kółka na trwałe, pochodzące z łyżworolek. Prowadzę więc swoisty warsztat, który ma nawet oficjalną nazwę - Zietara's DJ-Trolley Pitstop Station. [...] Korzysta z nich wielu didżejów, m.in. Diego Krause, Mike Huckaby czy swego czasu Ptaki.

Wczoraj znalazłem taką płytkę - Atjazz i Jullian Gomes. Nie pamiętałem tego wydawnictwa, puściłem sobie track Overshadowed i naprawdę dobrze weszło, posłuchajcie. Mam taką półkę, której zawartość zdarza mi się wymazać z głowy i raz na jakiś czas muszę sobie odświeżyć. Potem okazuje się, że znajdują się tam całkiem ciekawe rzeczy - bside’s i podobne. Nigdy nie mogę trafić na odpowiedni moment, żeby to posegregować. Tak czy inaczej, tę płytę z pewnością dorzucę do wózka, z chęcią ją zagram. Jak widać, czasem warto odkurzyć sobie starsze kolekcjonerskie egzemplarze!

Płyty kupuję głównie w internecie oraz w sklepach stacjonarnych. Chodzę do berlińskich klasyków - Oye, Bikini Waxx czy Spacehall. W Berlinie jest naprawdę ogrom record store’ów. Czytałem ostatnio, że wraca Record Loft, który będzie znajdował się obok klubu Griessmuehle, więc ta informacja bardzo mnie cieszy. W Oye można znaleźć dużo polskich płyt - Das Komplex czy wydawnictwa Transatlantyku. Pokażę wam unikatowe wydanie The Very Polish Cut Outs na siódemce. Maciek się ucieszy, jak o tym wspomnimy, takie rzeczy trzeba promować. Bardzo ładne edity starych polskich klasyków - Breakout i Czerwone Gitary w interpretacji Kacpra Kapsy i Zambona właśnie.

A propos polskich akcentów - jakiś czas temu byłem na imprezie Weeeirdos Rave, gdzie grał Eltron. Nazwałbym to ultra hipsterską imprezą. Kiedy przyszliśmy to grała jakaś dziewczyna (Ciarra Black - przyp.red.). Solidne techno, z gatunku prosto w mordę (śmiech). Byłem z towarzystwem, które w połowie preferowało house, a druga część techno. I starałem się przekonać tę bardziej house’ową ekipę, żeby poczekała na Marka, bo on na pewno zagra nieco lżej. Niestety miał spore problemy ze skaczącymi igłami, niestabilnym stołem. Ale mimo tych niepowodzeń było to bardzo udane wyjście i ciekawa impreza.

07


07b

Pokażę wam unikatowe wydanie The Very Polish Cut Outs na siódemce. Maciek się ucieszy, jak o tym wspomnimy, takie rzeczy trzeba promować. Bardzo ładne edity starych polskich klasyków – Breakout i Czerwone Gitary w interpretacji Kacpra Kapsy i Zambona właśnie.

Lubię też bardzo duet Seltron 400 i Das Kompleksa, który produkuje bardzo dużo muzyki. Zauważyłem, że zaczęli go częściej bookować, a koleś zasługuje na jeszcze większy rozgłos. Ja z kolei jestem typem, który czuje się bardziej didżejem niż producentem. Czasami nie rozumiem, dlaczego obecnie trzeba równolegle produkować i puszczać muzykę. Weźmy takiego Joba Jobse, który jest rezydentem słynnego amsterdamskiego De School. Dostał się do pierwszej ligi didżejskiej, a nie wydał jeszcze autorskiej muzyki. Da się!

Kolejna płyta pochodzi z labelu Svena Vätha – Cocoon. Cobblestone Jazz i utwór zatytułowany po prostu W. Green Vinyl - wytwórnia co roku zmienia farbę, którą barwi swoje winyle. W ogóle Väth to jest niesamowity człowiek, wytworzył wokół siebie jakąś magiczną aurę, to w jaki sposób się wypowiada i jaka bije od niego energia. Obecnie gra nieco rzadziej, w końcu jest jednym z didżejskich pionierów i mógłby już odejść na emeryturę. Jednak jemu wciąż się chce, chociaż cały label oddał pracownikom, od lat nie musi niczego prowadzić i może żyć jak król. Trzeba jednak przyznać, że do swoich setów się przykłada, ma odpowiednich ludzi od kupowania winyli, stara się być na bieżąco – jeszcze nie chałturzy.

Idziemy dalej – wytwórnia Strictly Rhythm i Wamdue Project, których każdy zna z powodu wiadomego przeboju. Często zdarza mi się grać utwór Where Do We Go w remiksie od kolejnej legendy – Armanda van Heldena. Dużo ludzi nie kojarzy Wamdue z tego typu muzyki. Kupiłem to w jakimś second handzie. Mam też inną zaskakującą płytę od nich: Resource Toolbook Volume One z paskudnym layoutem, ale z naprawdę świetną zawartością. Broken beats, downtempo, co to w ogóle za muzyka! Ludzie często mnie wypytują, co to jest i jak im pokazuję okładkę są w niemałym szoku. Ale z okładką to naprawdę nie mogę, tak brzydkie, że na swój sposób ciekawe – nic się nie trzyma kupy. Ktoś to chyba w projektował w Paintcie.

09

Jakiś czas temu odkryłem na nowo 2000 & One, kojarzycie go? Numer Tropical Melons jest totalnym klasykiem. Powoli się rozkręca, ale jak już dojdzie do punktu kulminacyjnego, to robi na parkiecie konkretną robotę. To akurat 10 calowy winyl, aczkolwiek nie będę ukrywał, że o wiele bardziej wolę grać z 12 - są stabilniejsze i mniej skaczą. Na koniec: Objekt. Pochodzi ze Spandau - co on robi za muzę. Jeden z waszych ulubionych? Mega go szanuję.

Jestem ogromnym fanem Armanda van Heldena. Hip-hopowe korzenie, niespożyta ilość tanecznego house’u i wpływy disco. Kawałek Flowerz nieustannie będzie mi się kojarzył z wakacjami spędzanymi w Polsce. Przed oczami mam moment, kiedy jechałem autobusem do babci, która mieszkała w Bydgoszczy - słuchałem tego na walkmanie non stop. Miałem może 12 lat. Ten numer to dla mnie lato w Polsce i emocjonalny powrót do czasów dzieciństwa. Aż dostałem gęsiej skórki! Musiałbym chwilę poszukać i z pewnością znalazłbym jeszcze kilka płyt Van Heldena. Wrócimy do niego, a teraz posłuchajmy Flowerz. Kolejna legenda z przełomu lat 90. i 00. - DJ Tonka, który jest super, a jego wielki przebój She Knows You swego czasu znał chyba każdy. To, co zrobił 15 lat temu - należy mu się za to wielki szacunek. Ja z kolei bardzo lubię kawałek Radical Noise, który wam teraz odpalę.

New Look, znacie? Bardzo dobry elektropopowy album z wytwórni K7. Może nieco inne brzmienia niż te, o których rozmawialiśmy dotychczas, ale warto wspomnieć. Pamiętam sytuację, kiedy siedziałem z moją koleżanką Neni w jakimś barze, a New Look leciało z głośników i aż musiałem zapytać barmana, co to za kawałek, a robię to rzadko! Dobrze się złożyło, bo inaczej nie miałbym pewnie tej płyty. Kupiłem ją w HHV, nie kosztowała wcale mało, ale wszędzie indziej się wyprzedała. Romantyczna muzyka z tanecznym tłem - powiedziałbym, że to taka nowoczesna wersja Air.

12
12b


12d

Kawałek Flowerz nieustannie będzie mi się kojarzył z wakacjami spędzanymi w Polsce. Przed oczami mam moment, kiedy jechałem autobusem do babci, która mieszkała w Bydgoszczy – słuchałem tego na walkmanie non stop. Miałem może 12 lat. Ten numer to dla mnie lato w Polsce i emocjonalny powrót do czasów dzieciństwa. Aż dostałem gęsiej skórki!

Mówisz masz - kolejny album Armanda Van Heldena z nieśmiertelnym numerem You Don’t Know Me. Niesamowicie taneczna sprawa. Albo melodyjny Full Moon z Commonem na wokalu. Ciężko uwierzyć, że minęło już 20 lat od premiery tego albumu. Pamiętam, jak wszyscy tego słuchali. Obecnie, kiedy w klubach dominuje techno, puszczenie tego kawałka mogłoby się spotkać z dość dziwną reakcją (śmiech).

Muszę przyznać, że mieliśmy dzisiaj ciekawą selekcję. Ale to dlatego, że staram się nie koncentrować na jednym gatunku. W setach skupiam się głównie na deep house, breakbeatowych brzmieniach, ale też nie stronię od rzeczy bliższych techno. Ogólnie - typowo klubowa muzyka. Czasem lubię lo-fi, ale niestety w klubie nie brzmi to dobrze, ludzie mogą myśleć, że igła jest zepsuta czy są jakieś inne problemy ze sprzętem. Musiałbym zagrać cały set złożony z lo-fi, a jakbym zmieszał z moimi deepowymi rzeczami, to zrobiłby się za duży kontrast. A tego przecież nie chcemy!

Przypomniałem sobie jeszcze fajną historię z zakupami na Discogsie. Remiks dość znanego utworu Cafe Del Mar od Energy 52, a autorem nie kto inny, jak Ricardo Villalobos. Kiedyś spędziliśmy after ze znajomymi na przeszukiwaniu YouTube’a i motywem było techno i trance z lat 90. W ucho wpadł mi właśnie ten numer - przeszukiwałem później Discogs w poszukiwaniu tego winyla i w końcu udało mi się go znaleźć od kogoś z Wiednia. Miałem już zamawiać z dostawą, kiedy okazało się, że to mój dobry kumpel i płytkę odebrałem osobiście przy okazji grania w stolicy Austrii. Ot, przyjemna historia na koniec, pokazująca, jaki ten świat jest mały.

14


97

Michał Ziętara – urodzony w Polsce, wychowany w Bawarii współzałożyciel OSBA Records, guerilla-marketingowiec berlińskiego klubu Salon – Zur wilden Renate i wyjątkowo uzdolniony imprezowicz. Urodził się w 1840 roku – był nieślubnym dzieckiem Fryderyka Chopina, od którego dostawał sekretne lekcje muzyki. W dniu swoich 18. urodzin poznał Dynamodyse, podróżnika w czasie, który przeniósł go do swojego rodzinnego miasta gdzieś w XXI-wiecznej Bawarii. Michał rozpoczął pilną naukę nowoczesnych technik muzycznych. Efektem była miłość do współczesnej formy muzyki nazywanej housem, która mocno przypominała mu to, co pokazywał mu w dzieciństwie jego ojciec.

Dopieszczał swoją technikę grając na lokalnych dyskotekach na terenie południowych Niemiec. Przeprowadził się do Berlina, aby jeszcze mocniej zagłębić się w środowisko muzyki klubowej. Odnalazł się we wspaniałym miejscu Salon – Zur wilden Renate, gdzie został specem od promocji i robienia świetnych imprez. Obecnie, Michał tworzy rdzeń teamu Renaty i wspólnie z Dynamodyse ogarnia swój label One Step Back Ahead, a w wolnym czasie pomaga ziomkom z Catz N Dogz przy wytwórni Pets Recordings.

“He knows how to handle his house vinyls, that’s why his rhythm is not just any rhythm.”

99c
Online magazine about music and its collectors
© 2019 kolekcje. All rights reserved