kolekcje
fb  ig
en
Lutto Lento
00

Lubomira Grzelaka aka Lutto Lento odwiedziliśmy sierpniowym popołudniem w jego przestronnym mieszkaniu w centrum Warszawy. Przestrzeń karmiła naszą ciekawość intrygującymi meblami, mistycznymi figurkami oraz osobliwymi plakatami będącymi pamiątkami z wielu podróży producenta. Jednak nasze największe zainteresowanie wzbudzała wyjątkowa półka na winyle znajdująca się w centralnym punkcie salonu. Sącząc orzeźwiający kwas chlebowy, którym poczęstował nas Lubomir, rozmawialiśmy luźno o płytach, muzyce, kulturze New Age’u i o tym, co obecnie dzieje się na klubowej mapie wschodniej części Europy. Wszystko było osnute delikatną mgiełką tajemniczości, futuryzmu i próby ciągłego wykraczania poza postawione granice.

02

NEW AGE I MUZYCZNA HAUNTOLOGIA

Pytasz o motyw przyszłości. Pomyślałem od razu o szeregu wytwórni, które skupiają się w ostatnich latach na wyszukiwaniu starszej - i przez długi czas nieodkrytej - muzyki, która w swojej epoce wyprzedzała całą resztę. Albumy, które nie zostały odpowiednio docenione w latach 60.,70. czy 80., a teraz, odkrywane na nowo przez wydawców i kuratorów, powracają na rynek. Pokażę wam płytę Esper, Home Grown: Sounds of Rush ze Stanów Zjednoczonych. Przeznaczeniem albumu jest słuchanie go podczas jarania zielska. Nie ma ona nic wspólnego z przyjemnymi tripami i odprężającym klimatem, to mega dziwna, eksperymentalna i kolażowa płyta. Jest bardzo niespójna brzmieniowo i w sumie nie jest też jasne, w jakiej prędkości należy jej słuchać: 33 czy 45. Kilkukrotnie próbowałem jej słuchać podczas palenia i nie wychodziło z tego nic relaksującego. To jeden z powodów, dlaczego wciąż nie udało mi się jej do końca poznać. Za reedycję odpowiada japońska wytwórnia EM Records, która wypuściła wznowienie tego albumu po 40 latach.

Posiadam jedną z niewielu wydanych kompozycji La Monte Younga, Raag Bhairava z lat 60., nagrana we współpracy z The Theatre of Eternal Music. Jednym z moich pierwszych skojarzeń z terminem “muzyka przyszłości” jest dokładnie takie brzmienie. La Monte Young jest 80-letnim kompozytorem z Nowego Jorku. Wspólnie z Marianą Zazeela, swoją żoną, zbudowali Dream House, coś pomiędzy galerią a salą koncertową. Niedawno miałem okazję go odwiedzić. Po wejściu do mieszkania trafia się do pomieszczeń, w których panuje odcień ciemnego fioletu, bez żadnych okien - przez co nie wiadomo, jaka jest pogoda czy pora dnia. Przestrzeń jest przystosowana w taki sposób, żeby “zwiedzającym” wygodnie się leżało. Muzyczne tło jest wzorowane na konstrukcji i tonach hinduskich rag, dodatkowo jest przystosowane do systemu kwadrofonii. Świetne miejsce do regeneracji i oderwania się od codziennego zabiegania. Byłem pewny, że spędziliśmy tam maksymalnie trzydzieści minut, po czym okazało się, że minęły trzy godziny. Kompletnie utraciłem poczucie czasu. Podobny pomysł jest wykorzystywany w tzw. floating rooms, wymyślonych przez amerykańskiego naukowca Johna Lilly’ego. Może go kojarzycie, bo było o nim dość głośno, kiedy eksperymentował z delfinami i ich emocjami. Słynny był przypadek romansu delfina z kobietą, co zainicjował właśnie Lilly. Pomieszczenia deprywacji sensorycznej mają tę samą temperaturę, co ludzkie ciało, a woda jest mocno zasolona, przez co człowiek nie odczuwa, jakby był zanurzony w cieczy. Unosisz się w czymś, czego nie czujesz, panuje zupełna cisza, skupiasz się na oddechu.

Pokażę wam płytę Esper, Home Grown: Sounds of Rush ze Stanów Zjednoczonych. Przeznaczeniem albumu jest słuchanie go podczas jarania zielska. Nie ma ona nic wspólnego z przyjemnymi tripami i odprężającym klimatem, to mega dziwna, eksperymentalna i kolażowa płyta.

04


04b

Young przez wiele lat studiował muzykę hindustani, jego mentorem był Prandit Pran Nath - wielki nauczyciel śpiewu ze szkoły Kirana Gharana. Tworzył sugestywne, transowe brzmienia, które mogą działać na człowieka w rozmaity sposób. Bazując na własnych przeczuciach i doświadczeniach, powiedziałbym, że właśnie w tym kierunku będzie podążać muzyka przyszłości.

Music from Memory to kolejna wytwórnia przywracająca zapomnianą muzykę i jednocześnie tworząca nowy kanon futurystycznego brzmienia. Label trzech diggerów: Jamiego Tillera, Abla Nagengasta oraz Tako Reyengi. Ich kręgi zainteresowań oscylują wokół szeroko pojętej elektroniki, muzyki ambientowej, ale również etnicznej. Tutaj mamy płytę Cybe, Tropisch Verlangen inspirowaną orientem, wykorzystującą azjatyckie instrumenty i elektronikę. Można tu wyczuć pewnego rodzaju new age’owość, zupełnie jak u La Monte Younga. Ta muzyka ma bardzo ciekawą formę, mocno zatopioną w duchowości; jest oparta na poszukiwaniu nowych środków wyrazu, wiary w wyższą siłę, w jakąś ideę.

W Turynie, dokładniej w Górach Piemonckich, znajduje się ośrodek ludzi związanych z ruchem New Age, w którym mieszka ponad 600 osób. Rozmawiałem z nimi, ci ludzie wyczuwają rosnące zainteresowanie tą tematyką - również w sztuce czy muzyce. Organizują wycieczki po wydrążonych wewnątrz gór świątyniach, którymi się opiekują. Są to świątynie wszystkich bogów świata, każdy z nich posiada własną salę. Próbują w ten sposób zobrazować każdą religię świata, non stop rozbudowując ten budynek. Co ciekawe, zajmują się również muzyką i jest to muzyka nietypowa, bo pochodząca z roślin. Są to organizmy bardzo interesujące i od kilku lat przeżywające renesans zainteresowania wśród ludzi w dużych miastach. W Damanhur działa specjalne laboratorium (sami określają siebie jako “The Laboratory for the Future of Mankind” - przyp.red.) używane do prowadzenia badań nad dźwiękami generowanymi przez rośliny. Podłączają je do specjalnej aparatury przenoszącej impulsy elektryczne i używając syntezatorów, przemieniają je na muzykę.

W Damanhur działa specjalne laboratorium (sami określają siebie jako “The Laboratory for the Future of Mankind” - przyp.red.) używane do prowadzenia badań nad dźwiękami generowanymi przez rośliny. Podłączają je do specjalnej aparatury przenoszącej impulsy elektryczne i używając syntezatorów, przemieniają je na muzykę.

06


07

IMPREZY, DIDŻEJE I SPOJRZENIE NA WSCHÓD

Ostatnio byłem na festiwalu na Litwie, nazywa się Summit of Braillė Satellitė i w swoim programie prezentuje dużo outsiderskich rzeczy. Zdarzało się, że występujący tam artyści grali koncerty po raz pierwszy od 20 czy 30 lat, co musiało być dla nich niezwykłym przeżyciem. Na Litwie bardzo popularny jest nurt powolnej muzyki klubowej, oscylującej w granicach 90 BPM. Ludzie to kochają. Przewodzi im DJ Manfredas rezydujący w klubie Opium. Całkiem dziwne i niespotykane zjawisko, bo często nie wiadomo, jak się do tej muzyki ruszać. To szczególnie ciekawy kontrast, patrząc na brytyjską czy berlińską tradycję clubbingu.

Wschód jest niezwykle ciekawym punktem zaczepienia, spójrzmy na kolektyw Cxema. Ci ludzie robią niesamowitą robotę, organizują ogromne imprezy, na które przychodzi na przykład 3 tysiące osób. Nieporównywalne do niczego w Warszawie. Co więcej, są bardzo otwarci na nowe dźwięki, nie ograniczają się do nudnego techno czy oklepanego house’u. Kiedy grałem tam miesiąc temu to występował między innymi John Object, który ma wyjątkowe podejście do rytmu i mieszania stylów muzycznych. Szkoda, że póki co, jest znany tylko ukraińskiej scenie. Mam nadzieję, że to się zmieni w niedalekiej przyszłości.

Wydaje mi się, że cała ściana wschodnia radzi sobie znacznie lepiej niż upadający Londyn czy nawet Berlin, w którym pomimo atmosfery open-minded, większość gra straszliwie monotonne techno i podczas imprez można zwyczajnie zasnąć z nudów. Wschód Europy, mam nadzieję, stanie się za kilka lat centrum klubowej kultury, przejmie rolę swoistego game-changera. Porównałbym ich do sytuacji w jakiej znajduje się Kanye West. Amerykański raper ma tak oddaną rzeszę fanów, że może robić dosłownie wszystko, na co ma ochotę. Może odpłynąć w najdziwniejsze rejony, a fani i tak za nim pójdą. Nie chcę jakoś bardzo narzekać na Berlin. Zauważyłem, że nawet Berghain stara się patrzeć bardziej futurystycznie. Uruchomiona przez nich nowa sala Säule prezentuje ciekawsze i odmienne brzmienia od surowego techno. Grając tam dziwaczne dancehallowe znaleziska, czułem fajną energię i bardzo dobry feedback.

09


10

Wydaje mi się, że cała ściana wschodnia radzi sobie znacznie lepiej niż upadający Londyn czy nawet Berlin, w którym pomimo atmosfery open-minded, większość gra straszliwie monotonne techno i podczas imprez można zwyczajnie zasnąć z nudów.

Przytaczając konkretnych didżejów, którzy swoim podejściem do grania setów i selekcją utworów, pokazują, że myślą niezwykle świeżo, muszę wspomnieć o Vladimirze Ivkovicu. Pochodzi z Belgradu, mieszka obecnie w Dusseldorfie, gdzie jest rezydentem klubu Salon des Amateurs oraz prowadzi świetny label Offen. Na przestrzeni ostatnich lat kilka razy występował na warszawskiej imprezie Światło. Dzięki niemu poznałem na przykład tę płytę, nie wiem, czy ją słyszeliście? Interesujące, bo znowu powracamy do starych rzeczy, mówiąc o przyszłości. To jest niesamowity album artysty Ihora Cymborowskiego - Come Angel z 1995 roku, którego reedycję wydał nie kto inny, a Ivkovic. Nie jest to muzyka przeznaczona do klubu, ale puszczona w odpowiednim momencie sprawdza się wybornie i buduje wyjątkową atmosferę. Wymieniłbym również wspomnianego wcześniej didżeja Manfredasa, podobnie gra też na przykład Hugo Capablanca mieszkający w Berlinie. Wszyscy starają się jedną nogą zanurzać się w starych brzmieniach, a drugą bardzo mocno szukać futurystycznego wizjonerstwa. Całość opiera się na poszukiwaniu duchowości, odnajdywaniu rytualnego elementu w pozornie rozrywkowej sprawie, jaką jest klubowa impreza.

12


12b

Lubomir Grzelak – rocznik 89, artysta dźwiękowy, muzyk i DJ, występuje zwykle pod pseudonimem Lutto Lento. Jest również współwłaścicielem DUNNO Recordings. Wykorzystuje w dużej mierze wyszukiwane i nagrane dźwięki, syntezatory, obiekty, konstruowane przez siebie pętle taśmowe. Komponuje również do teatru i tańca współczesnego. Skomponował ścieżkę dźwiękową do filmu Michała Marczaka Wszystkie Nieprzespane Noce. Jego muzyka ukazała się w takich wytwórniach jak FTD, Where To Now?, Transatlantyk, Proto Sites. W 2017 światło dzienne ujrzał jego debiutancki album Dark Secret World.

14