kolekcje
fb  ig
en
Macio Moretti
00

Wyjątkowość przytulnego mieszkania Macio Morettiego polega na jego urokliwości. Niepozorne, usytuowane w oazie spokoju wśród miejskiej dżungli – na Saskiej Kępie. Oprócz ogromnej ilości wszelakich płyt i pamiątek z podróży po całym świecie znajdziemy w nim rzecz najważniejszą, czyli duszę.

Macio Moretii to prawdziwy człowiek-orkiestra. Ciężko sobie wyobrazić, jak wyglądałaby bez niego współczesna scena polskiej muzyki. Artysta, który maczał palce w wielu znakomitych projektach, grywał w wielu zespołach, i który trzyma w ryzach niezależną wytwórnię Lado ABC. Jeśli wciąż nie wiecie, kto odpowiada za tryumfalny powrót Zbigniewa Wodeckiego, to właśnie ten człowiek – Macio. Kto projektował okładki dla Hey, Marcina Maseckiego czy kilku innych artystów ze stajni Lado? Oczywiście Macio Moretti. Esencją naszej wizyty były z pewnością smak rooibosa, przeróżne anegdoty związane z Brazylią i sentymentalny powrót do muzyki metalowej.

00B

KOMPAKTY

Moje płyty kompaktowe to rzecz, którą od jakiegoś czasu chciałem spakować do pudła. Rzadko kiedy ich słucham, najbardziej przydają się do samochodu, w którym nie mam żadnego mp3 playera. Muszę zatem zawsze wybierać jakąś liczbę albumów na wynos. To chyba główny z powodów, dlaczego tego jeszcze nie zrobiłem. Druga sprawa jest taka, że to swego rodzaju mapa mojego życia. W większości przypadków jestem w stanie opowiedzieć historię danej płyty, gdzie ją kupiłem lub od kogo dostałem i kiedy. Jako że nie prowadzę pamiętnika, to płyty mi go zastępują.

(Macio wstaje i sięga po płyty). Tutaj na przykład jest rzecz absolutnie dla mnie ważna: dwa albumy Kobong. Zespół, który mógłby sobie poradzić wszędzie, ale niestety nie udało im się zrobić kariery przez duże K. Te płyty osiągają na Allegro jakieś szalone kwoty. Na ścianie znajdziesz pewnie sporo 'allegrowych' rarytasów, jakieś oryginalne płyty z lat 90., które są unikatami. Ale ja nie sprzedaję takich skarbów. I nawet nie traktuję ich jak jakąś inwestycję, tylko używam zgodnie z ich funkcją.

A propos, wczoraj oglądałem jakieś wywiady z Ianem MacKayem z Fugazi. Mówił o tym, że była jakaś wystawa w Waszyngtonie i został poproszony o dostarczenie kilku artefaktów ze swojej kolekcji, odnoszących się do historii Dischord. Opowiadał akurat o deskorolce, na której była owca z okładki Minor Threat. Zapytali go, czy mógłby im ją wypożyczyć, na co on odparł, że to przecież tylko deskorolka, po czym wskoczył na nią i zrobił rundkę; wiesz, wszyscy zrobili takie oczy. Kiedy z niej zszedł i podał kuratorowi do rąk, powiedział "a teraz to jest sztuka" (śmiech). No więc ja te płyty traktuję jak takie deskorolki, ich przeznaczeniem jest słuchanie.

01B

Znajdziemy tu masę polskich rzeczy, np. CD-R, który dostałem od Olafa Deriglasoffa. To są odrzuty Apteki z sesji nagraniowej do płyty Menda. Olaf jest zapalonym archiwistą i zbiera wszystko. Puszczę ci zajebistą wersję Psychodelicznego Kowboja, na którym Kodym (Jędrzej Kodymowski - wokalista) na bieżąco wymyśla tekst, non stop się z tego lejąc. Być może nie ma tego nikt oprócz Olafa i mnie. Z innych śmiesznych rzeczy od Olafa - mam płytkę, którą nagrał będąc w Niemczech. Znalazł gdzieś stary dwukasetowy magnetofon z funkcją karaoke, z pogłosem. Puszczasz kasetę, podpinasz mikrofon i sobie dośpiewujesz. I Olaf dograł swoje wokale do znajdującej się wewnątrz kasety The Shadows. Dopisał teksty i stworzył własne wersje, z czego powstały piosenki o życiu młodego punkowca z Trójmiasta w latach 80. Doprawdy zajebiste.

(W tle leci surowa wersja utworu Apteki, z mocno improwizowanym tekstem)

Mam też pierwszy kompakt, jaki w życiu dostałem, chyba w wieku 18 lat. Koleżanka podarowała mi debiut Mr.Bungle. Mam nawet dwie okładki: drugą dostałem od DJ Volta (600V). W czasach świetności kultowego klubu Alfa prowadził tam imprezy, m.in. z Maćkiem Sienkiewiczem. Kupowali do klubu płyty, które były tam puszczane. Kiedy po upadku miejsca krążki trafiały do różnych osób, poprosiłem Volta, żeby dał mi okładkę do tej płyty Mr.Bungle i dlatego mam dwie: jedną nową, drugą zniszczoną (śmiech).

Może to nie jest jakiś wielki rarytas, ale jestem też mega fanem The Car Is On Fire i mam japońskie wydania ich 1 i 3 płyty z bonusami. Ta cała ściana, poukładana alfabetycznie, to dokładnie 25 lat mojego zbierania, sam zresztą widzisz (na owych półkach znajduje się kilka tysięcy cdków).

01D


01E

KASETY

Mam naprawdę zajebistą kolekcję kaset, pełną wyjątkowych rzeczy; szczególnie z Łodzi. Tu masz zespół Pustostator Franka i Fagota z 19 Wiosen, widzisz całą masę ich różnych dziwnych wynurzeń, o, nawet jest pierwsze 19 Wiosen wydane właśnie na kasecie. Mam też Uryna Box, solowy projekt Franka, a tutaj znów Pustostator i 'No i chuj', ’The Best of 19 Wiosen’ ze straszliwym medleyem MIDI, który zrobił Fagot. Kolejne części Uryna Box. Jest okazja, to coś włączę. Kasety to dobry temat. Jeśli chodzi o oldskule, to tu takie małe demówki, które cieszą. Np. pierwsza kaseta, jaką wydałem, 1995 rok i zespół Sleaze Image, totalne DIY. Sprzedawaliśmy to za 2 zł w takich plastikowych torebkach, było nawet napisane, żeby nie sprzedawać drożej (śmiech). Trwa niecałe 30 minut, więc na drugiej stronie powiedzieliśmy gościowi, żeby nagrał to samo, ale od tyłu i okazało się, że niektórzy ludzie słuchali też całości właśnie w ten sposób. Nagrane w Domu Kultury Ochota w '94 roku. A tu jest moje pierwsze profesjonalnie nagrane demo w życiu, Hybrydy i rok 1991. (Macio puszcza w tle skrzeczące dźwięki). Generalnie było to granie wszystkiego post metal/punk, covery Dead Kennedy's itd.

Sprzedawaliśmy to za 2 zł w takich plastikowych torebkach, było nawet napisane, żeby nie sprzedawać drożej (śmiech).

Jak widać, taka mała kolekcja łódzko-warszawskich kaset. A wracając jeszcze do tej kasety za dwa złote – co jakiś czas zdarza się, że ludzie mi o niej mówią. Oczywiście z mojej generacji, przedinternetowej. Bo ogólnie to ta muzyka nie istnieje, nie ma tego (śmiech). Ale fajnie, że kupili kiedyś tę kasetę za 2 zł i z tym też kojarzą. Grałem na niej na basie, mój kolega Zielak z ósmego na gitarze, niejaki Krzysiek Siwy Bentkowski, który potem grał w Antigamie i innych grindcore'owych rzeczach, na perkusji. Zespół miał płynną nazwę, bo za każdym razem, jak w prasie zdarzała się jakaś literówka - a uwierz, że zdarzała się bardzo często - to my tę nowopowstałą nazwę przyjmowaliśmy. Oryginalnie było Sleaze Image, a tutaj masz na przykład Sifaze Uimage. Mieliśmy też flow na zapraszanie różnych ludzi zupełnie od czapy, żeby było jak 'najszaleniej'. Dlatego są tu nawet skrecze od DJ Platoona czy 600V, jest fagocista Kuba Kossak. Randomowe szaleństwa - to jeśli chodzi o kasety.

02B


02C



VINYLE

Zawsze miałem tak, że kiedy gdzieś jechałem, to pierwsze miejsca, do których uderzałem, to były sklepy płytowe. W erze przedinternetowej wypytywałem znajomych i zaznaczałem sobie na mapce konkretne miejscówki. Za każdym razem przywoziłem do domu sterty płyt, ale proporcje rozkładały się w stosunku: 8 kompaktów do 1 winyla, gdyż kolekcjonowałem głównie te pierwsze. Z jakiegoś powodu mam na przykład wszystkie płyty NoMeansNo na winylu. W większości są to stare wydania. Parę lat temu byłem w Brazylii i poszliśmy do fajnego sklepu w São Paulo. Nakupowałem tam ogromne ilości krążków, niektóre nie wyszły pewnie nawet na CD i od tego momentu przełączyłem się na winyle. Z takich miodnych rzeczy to ostatnio przywiozłem reedycję winyla Brazilian Octopus. Lata temu puścił mi go Mauricio Takara, który przeżywał fascynację twórczością Hermeto Pascoala. Początek 'empetrójkowania' sprzętu, jakoś 2005 rok i wtedy zgrał mi te pliki właśnie. Mam pewną obsesję na jej punkcie, do tego stopnia, że ze dwa razy graliśmy ją na żywo (vide Warszawska Orkiestra Rozrywkowa im. Igora Krenza – przyp.red.). Kiedyś kupiłem oryginalną wersję, jeszcze monofoniczną, za jakieś chore pieniądze, a ostatnio tę reedycję w stereo. Piękna płyta. Mam ogromną ilość brazylijskiej muzyki w ogóle. Od sambowych rzeczy aż po rock nacional, new wave i różne inne ciekawostki. Albo zespół Titãs, który obecnie gra już zwykłego rocka, ale ta płyta (Macio pokazuje Cabeça Dinossauro) to momentami taka brazylijska Siekiera.

Zajebistą miałem historię z zeszłego roku w São Paulo. Pojechaliśmy tam rodzinnie, na dwa miesiące, wynajęliśmy chatę, żeby zrobić reset. Nie myśleć o żadnych zespołach, płytach, muzyce, zero kurwa polityki, Internetu i całego tego szlamu. Wyłączyłem telefon, fejsbuka i myślałem tylko o spędzaniu czasu z rodziną. Pewnego dnia spacerowaliśmy obok naszego domu i zobaczyłem, że za rogiem znajduje się jakiś sklep w rodzaju antykwariatu czy lombardu. Sterta książek, jakieś szafki, lampki i ze 100 płyt, wszystko wystawione na ulicy przed owym sklepem. Automatycznie się zatrzymałem, szybko przewertowałem, ale stwierdziłem, że wrócę tam później. Wtem wyszedł właściciel miejsca, zaczęliśmy rozmawiać, wymieniliśmy się numerami telefonów. Minął miesiąc, od tej pory tam nie byłem, ale zacząłem jednak często wracać obok tego miejsca w drodze do domu. Zawsze było zamknięte, dosłownie za każdym razem. Myślę sobie, no trudno, szkoda, nie możemy się złapać. Ostatni wieczór w Brazylii, stwierdziłem, że zadzwonię do niego. Było jakoś po 21, przypominam się gościowi, mówię, że ostatnio cały czas ma zamknięte, a on na to, że wystarczyło zapukać. Siedzi tam często, tylko nie chciało mu się odwijać rolet, czaisz? (śmiech). Nie było szans umówienia się na drugi dzień, więc spontanicznie umówiliśmy się na już. Powiedział, że mieszka nad sklepem i może dla mnie zejść na chwilę. No i poszedłem, nie miałem już w ogóle ichniejszej waluty, więc wziąłem ostatnie 100 dolców. Dotarłem na miejsce, koleś zszedł i zaczęliśmy gadać. Wszędzie ciemno i pusto, a my zagłębiamy się w coraz to cięższe tematy. Życiowe historie. Zaczyna mi się zwierzać, że ma depresję, rodzice mu niedawno umarli, z bratem nie ma kontaktu, a kobieta go zostawiła. Stracił cel w życiu, ma tylko ten antykwariat, którego nawet nie chce mu się za bardzo prowadzić. Ja na maksa się wczułem, bo rozmowa wskoczyła na jakiś niesamowity poziom. Pocieszam go, motywuje jakoś, wiadomo, trzeba szukać pozytywów. Po jakimś czasie w końcu weszliśmy do środka. Przeglądam te płyty, a on nagle mówi, że jak chcę więcej, to tam na końcu sklepu jeszcze są. Idę, a tam z 10 tysięcy płyt, co to w ogóle za akcja jest. Oczy mi się zaświeciły, a przecież jutro wylot, czemu nie mogłem tu trafić wcześniej! Od razu znalazłem kilkanaście tytułów i to takich, że byłem w szoku. Na co gość do mnie, że jeszcze w mieszkaniu na górze ma więcej. Zacząłem mu pomagać z układaniem tego - szaleństwo. A opowiadam o tym, bo akurat ta płyta tam leżała w ten sam sposób i sobie przypomniałem (Macio wskazuje stojący na podłodze winyl Novos Baianos A Criar Caia na Estrada e Perigas Ver). Oczywiście wydałem te 100 dolców. Wyszedłem stamtąd 2-3 godziny później, totalnie oszołomiony. Od wyjazdu kontakt nam się urwał, ale przeżycie niesamowite. Prawdziwa świątynia rzadkich winyli.

03B

Przeglądam te płyty, a on nagle mówi, że jak chcę więcej, to tam na końcu sklepu jeszcze są. Idę, a tam z 10 tysięcy płyt, co to w ogóle za akcja jest. Oczy mi się zaświeciły, a przecież jutro miałem wylot, czemu nie mogłem tu trafić wcześniej!

Dobra, puszczamy Titãs (śmiech). Zabawne, że oni stali się totalnie przeciętnym rockowym zespołem, a kiedyś grali tak dobrze. Podobnie jak u nas T.Love w sumie. O, tutaj też jest zespół z Brazylii. Płyta wydana w 1996, nazywali się Chico Science & Nação Zumbi. Muzyka na Afrociberdelia brzmi dokładnie tak, jak prezentuje się okładka, esencja lat 90. Mój pierwszy raz w Brazylii był w roku 1996 i w sumie od pierwszego usłyszenia zakochałem się w tym zespole. Ten koleś Chico zginął wtedy w wypadku. Grupa na chwilę się zatrzymała, ale potem wydawali kolejne płyty już jako Nação Zumbi. Byłem teraz w Rio w lutym, dogadywałem tam nagrania i na chwilę spojrzałem w internet, czy coś się dzieje muzycznego. Nie uwierzysz, ale tego właśnie dnia miał się odbyć koncert Nação Zumbi, których nigdy wcześniej nie widziałem. Oczywiście bilety wszystkie wyprzedane, a oni mają grać tę płytę w całości na jej 20-lecie. Szczęśliwie Kassin, u którego byłem, produkował im ostatnią płytę i dostałem się na ten koncert. W ogóle z tymi znajomościami to jest śmieszna sprawa. Do Brazylii zacząłem jeździć w latach 90-tych do dziewczyny. Wtedy zawiązałem sporo różnych znajomości, które w ciekawy sposób wpływały później na moje życie. Na przykład mam taką koleżankę z Brasilii, z którą mieszkaliśmy na squacie w Londynie. Będąc u niej, natrafiłem na info, że jest koncert Titãs. Chcieliśmy się wybrać, wysłałem dwa maile i mieliśmy ogarniętą listę, bo okazało się, że koleś, którego poznałem dosłownie dwa dni wcześniej, jest ich dźwiękowcem i załatwił nam wejściówki. I nagle ona jest w sytuacji, że ktoś przyjeżdża z Polski, widzi go pierwszy raz od 20 lat i przy okazji załatwia jej wbitkę na koncert ulubionego zespołu.

Z płyt, które ostatnio kupiłem, to najnowsze Descendents pt. Hypercaffium Spazzinate. Jestem ich totalnym psychofanem. To moja muzyka do Volvo. Descendents to zespół, który w zasadzie stworzył pop-punk, a przynajmniej go ukonstytuował. Oczywiście ma z tego najmniej, bo dopiero druga fala zgarnęła całą sławę i pieniądze. Kupuję nawet co jakiś czas ich koszulki, jak nastolatek (śmiech). Najnowszą płytę, ich pierwszą od 12 lat, zamówiłem w pre-orderze, oczywiście winyl plus kompakt do Volvo. Generalnie, jeśli miałbym wymienić 3 zespoły, które gdy grają gdzieś w zasięgu, to wariuję jak dziecko, to byłyby to: Helmet i Voivod.

03D


03E

Voivod widziałem ze trzy razy, ostatnio grali po raz kolejny, ale wybrałem tym razem spokój i wakacje z rodziną. Z nimi mam tak, że płyty od Dimension Hatross, która jest ich 4 do The Outer Limits, są moim totalnym topem. Mam trzy z nich na winylu, niestety bez The Outer Limits, której chyba nigdy nie kupię. Na aukcjach cena waha się w okolicach 300-400 euro, a reedycje nigdy się nie ukazały. Mimo wielu odniesień do metalu, oni tak naprawdę byli na szczęście zwykłymi punkami. Na późniejszych krążkach grali już mocno progresywnie, aż chyba w pewnym momencie przestało im się chcieć ewoluować. The Outer Limits to dla mnie był symboliczny koniec, potem przez chwilę zaczął się mocniejszy flirt z industrialem, a potem już zjadanie własnego ogona. W ogóle nie wiesz, jak wspaniałe jest to, że ktoś z rocznika 94 słucha i zna Voivod (śmiech). Jak myślę o rzeczach metalowych, których maniakalnie słuchałem w podstawówce, to Kanadyjczycy są jednym z tych zjawisk, które kocham i słucham do dzisiaj; przetrwały u mnie próbę czasu.

A tę płytę znasz? Epidemie w wykonaniu Turbo, prawdziwie thrashowa rzecz. Totalnie techniczne, pojebane rzeczy z brzmieniem wycyzelowanym na Anthrax. Jak byłem małym metalowcem, to był jedyny polski zaspół, którego słuchałem. Może jeszcze przez chwilę Acid Drinkers, kiedy się pojawili, ale szybko mi się znudziło. Ten winyl to okolice pierwszych wydań polskiego Metal Hammera. Miałem też trochę później fazę na Sepulturę, której Chaos AD był po części odpowiedzią na erę Biohazard czy Helmet. Ale z post metalowych rzeczy to tylko Meshuggah, kocham ich. Destroy Erase Improve przesłuchałem z milion razy. Powinniśmy zrobić specjalny odcinek tylko o metalu (śmiech)


Z nowych metalowych rzeczy nie ma raczej niczego, co przykuwałoby moją uwagę. Jakiś czas temu kupiłem sobie ostatnią płytę DecapitatedBlood Mantra. Jest coś, co mnie w niej ujęło, taka insajdowa erudycja, szczególnie czytelna dla metalowca na emeryturze. Słyszę echa Prong, Pantery, Sepultury, wspomnianego Meshuggah. Całość jest tak świetnie podana, Vogg zmiksował własny koktajl i nie przeszkadza mi nawet to, że momentami album się dłuży. Puszczę wam zajebisty riff, każdemu go każę słuchać (śmiech); dla mnie w światowym topie riffów (utwór Instinct). Mam tu też kilka płyt Antigamy, w której przez chwilę grałem na basie. Ale uwaga, teraz puszczam wam riff-kurwa-stulecia. Początek nieco się dłuży, ale w kontekście tego, co dzieje się potem, to w sumie ekstra, bo jeszcze bardziej czekasz na ten moment. W Decapitated czuję jakąś finezję i przez długi czas nie mogłem się od Blood Mantry oderwać. W aucie leciało non stop. Myślę, że Vogg mógłby robić jeszcze bardziej pojebane rzeczy. (tu następuje dłuższa pauza, w ciszy podziwiamy kunszt wspomnianego riffu).

03G

W ogóle nie wiesz, jak wspaniałe jest to, że ktoś z rocznika 94 słucha i zna Voivod (śmiech). Jak myślę o rzeczach metalowych, których maniakalnie słuchałem w podstawówce, to Kanadyjczycy są jednym z tych zjawisk, które kocham i słucham do dzisiaj; przetrwały u mnie próbę czasu.

KOSMOS

Pokażę wam kolejny 'święty Graal', który znalazłem. Częściowo zainspirował ostatnią płytę LXMP, cały ten klimat kosmosu, piękne wydanie, super okładka. Przed wami Moon Gas autorstwa Dicka Hymana i Mary Mayo, można się delektować. Jak nagrywaliśmy Żony w pracy, to wstąpiła w nas jakaś kosmiczna magma, wizja utopii, udzieliła się cała ta atmosfera ery przedkosmicznej. Świadomość tego, że kiedyś dolecisz do tych gwiazd, ale nie wiesz jeszcze w jaki sposób. Rzecz pochodzi z 1963 roku i na cześć tej płyty wydaliśmy 63 kasety najnowszego LXMP. Z innych kosmicznych płyt jest jeszcze Les Baxter Space Escapade, jakieś lata 50. Jest też taki elektroniczny album z tamtych czasów: Tom Dissevelt i jego Fantasy In Orbit: Round The World With Electronic Music, również super wydany. Posłuchajmy sobie. W tamtych latach laboratorium Philipsa testowało wiele urządzeń i między innymi Dissevelt, jako muzyk jazzowy, brał udział w ich elektronicznych eksperymentach. Pokażę wam też box zatytułowany Popular Electronics – Early Dutch Electronic Music From Philips Laboratories (1956-1963), w którym znajduje się mnóstwo materiału nagranego w Philipsie. W środku oprócz płyt, zdjęcia, partytury i wiele innych. Polecam ze szczerego serca. Totalnie jaram się też płytami, które na okładce mają takie oscylatorowe wykresy. Jak tylko gdzieś zobaczę, to kupuję. Zdarza mi się zresztą kupować albumy tylko patrząc na covery. Kilka razy trafiłem na coś naprawdę wspaniałego.

04B



RÓŻNE

A to znasz? Spazztic Blurr, kompletnie debilny zespół ludzi z Wehrmacht. Wyszło w Earache Records, tam, gdzie wydawali też Napalm Death. Widziałeś ND na Offie? Dla mnie najlepszy koncert festiwalu. Albo pierwsza EPka D.R.I.. Uważani są za twórców crossover, ale ta siódemka jest dla mnie najlepsza. Polecam ich koncert z tamtego okresu z CBGB’s, jest całość na YouTube. Poznałem ją dawno, dawno temu, na Ząbkowskiej był kiedyś słynny sklep Dziupla i oni jak sprzedawali ci metalowe kasety, to z drugiej strony nagrywali cos dodatkowo. W bonusie dostawałeś niespodziankę, czasami naprawdę zajebiste rzeczy. Jak usłyszałem D.R.I. to oszalałem, potem jak zaczęli grać bardziej metalowo, to przestałem ich słuchać. Plus, obczajcie ten zajebisty font, jakim jest to napisane; to samo zresztą u Voivod, gdzie wszystko jest oczywiście handmade. Perkusista robił wszystkie grafiki i pisał odręcznie teksty, nawet kupiłem na ich koncercie książkę z jego pracami. Kiedyś na YT znalazłem fragment wywiadu z nimi. Opowiadali, że będąc małolatami, mieli zajawę na King Crimson i uczyli się grać wszystkie ich kawałki. Do tego stopnia je opanowali, że stwierdzili, że nauczą się również grać je od tyłu (śmiech).

To jest natomiast zespół, który wydał w sumie trzy płyty życia, ale tak naprawdę nigdy nie istnieli. Coverband, trochę jak Kwadratowi. Nazywali się King Uszniewicz & His Uszniewicztones i grali na przykład tak: puszczę wam cover Beatlesów i z tym was na chwilę zostawię.

05B

Poznałem ją dawno, dawno temu, na Ząbkowskiej był kiedyś słynny sklep Dziupla i oni jak sprzedawali ci metalowe kasety, to z drugiej strony nagrywali cos dodatkowo. W bonusie dostawałeś niespodziankę, czasami naprawdę zajebiste rzeczy.

A tutaj macie Napalm Of Death: projekt, który założyliśmy na chwilę i zagraliśmy jednosekundowy koncert w Parku Skaryszewskim, cały program to You Suffer. A na bis było Dead, czyli wszystko trwało 2 sekundy. O popatrz, kto tutaj jest: Igor Krenz, to był nasz wspólny pomysł. Kaseta ma 5 sekund. Płyta ma 4 cale. Henry Mancini i jego soundtrack do Śniadania u Tiffany’ego – mam aż dwa egzemplarze. Słucham tej płyty tak często, że po prostu muszę mieć drugą sztukę – na później. Pytałeś o ten box Steve'a Reicha? To też ciekawa historia. Kiedyś dwie koleżanki zapytały mnie o to, czy nauczę ich podstawowej obsługi Photoshopa. Ja po pierwsze nie mam metodycznej wiedzy i nie za bardzo potrafię uczyć, ale okej, powiedziałem, że spoko. Na co one zapytały, ile to będzie kosztować, nie miałem pojęcia ile. Powiedziałem więc, żeby kupiły mi ten box Reicha i będziemy kwita. Skończyło się na pierwszej i zarazem ostatniej lekcji (śmiech).


Macio Moretti (ur. 1975) – Muzyk i grafik albo odwrotnie. Jest jednym z Mitchów, a oprócz tego jest jednym z wielu. Pierwszy koncert zagrał jako szesnastolatek. Było to dwadzieścia pięć lat temu, więc sam jest w szoku. Występował na całym świecie, wyłączając: Abchazję, Afganistan, Albanię, Algierię, Andorę, Angolę, Antiguę i Barbudę, Arabię Saudyjską, Armenię, Australię, Azerbejdżan, Bahamy, Bahrajn, Bangladesz, Barbados, Belize, Benin, Bhutan, Birmę, Boliwię, Bośnię i Hercegowinę, Botswanę, Brunei, Bułgarię, Burkinę Faso, Burundi, Chile, Chiny, Chorwację, Cypr, Cypr Północny, Czad, Czarnogórę, Demokratyczną Republikę Konga, Dominikę, Dominikanę, Dżibuti, Egipt, Ekwador, Erytreę, Etiopię, Fidżi, Filipiny, Gabon, Gambię, Ghanę, Górski Karabach, Grecję, Grenadę, Gruzję, Gujanę, Gwatemalę, Gwineę, Gwineę Bissau, Gwineę Równikową, Haiti, Honduras, Indie, Indonezję, Irak, Iran, Irlandię, Jamajkę, Jemen, Jordanię, Kambodżę, Kamerun, Katar, Kazachstan, Kenię, Kirgistan, Kiribati, Kolumbię, Komory, Kongo, Koreę Południową, Koreę Północną, Kosowo, Kostarykę, Kubę, Kuwejt, Laos, Lesotho, Liban, Liberię, Libię, Liechtenstein, Luksemburg, Macedonię, Madagaskar, Malawi, Malediwy, Malezję, Mali, Maltę, Maroko, Mauretanię, Mauritius, Meksyk, Mikronezję, Mołdawię, Monako, Mongolię, Mozambik, Naddniestrze, Namibię, Nauru, Nepal, Niger, Nigerię, Nikaraguę, Nową Zelandię, Oman, Osetię Południową, Pakistan, Panamę, Papuę – Nową Gwineę, Paragwaj, Peru, Republikę Południowej Afryki, Republikę Środkowoafrykańską, Republikę Zielonego Przylądka, Rumunię, Rwandę, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucię, Saint Vincent i Grenadyny, Salwador, Samoę, San Marino, Senegal, Serbię, Seszele, Sierra Leone, Singapur, Somalię, Somaliland, Sri Lankę, Suazi, Sudan, Surinam, Syrię, Szwajcarię, Tadżykistan, Tajlandię, Tajwan, Tanzanię, Timor Wschodni, Togo, Tongę, Trynidad i Tobago, Tunezję, Turkmenistan, Tuvalu, Ugandę, Urugwaj, Uzbekistan, Vanuatu, Watykan, Wenezuelę, Wietnam, Wybrzeże Kości Słoniowej, Wyspy Salomona, Wyspy Świętego Tomasza i Książęcą, Zambię, Zimbabwe i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Współtworzy warszawską wytwornię płytową Lado ABC, która ma na swoim koncie ponad 80 płyt z muzyką znad Wisły i nie tylko. Ma dużo planów i mało czasu.

99