kolekcje
fb  ig
en
Hatti Vatti
00

Każdy, kto chociaż trochę interesował się polską elektroniką po 2010 roku, musiał natrafić na pseudonim Hatti Vatti. Pochodzący z Gdańska muzyk od dobrych kilku lat starał się wskrzeszać muzykę z takich gatunkowych kręgów jak dubstep i dubtechno. Jak się okazało, udało mu się to zrobić z dużym powodzeniem. Jego pierwsza EP-ka Algebra oraz pełnoprawny debiut Worship Nothing to rzeczy z najwyższej półki. Szerszej publiczności dał się poznać za sprawą albumu nagranego wespół z Noonem, do którego nagrywania zaprosili całą rzeszę polskich raperów. Jeśli dodamy do tego projekty poboczne – Ffrancis z Misią Furtak, punkowy zespół Gówno czy projekt Nanook of The North współtworzony ze Stefanem Wesołowskim – to otrzymamy zestaw robiący wrażenie.

Piotr Kaliński aka Hatti Vatti zaprosił nas do swojego tymczasowego lokum w samym sercu Starego Mokotowa. Przy kubku herbaty usiedliśmy w niewielkim pomieszczeniu, którego sporą przestrzeń zajmował sprzęt, płyty oraz biurko będące głównym miejscem pracy producenta. Na dobre kilka godzin wpadliśmy w świat wypełniony muzyką wielce różnorodną i miejscami mocno zaskakującą.

02

ESENCJA

Przed waszym przyjściem wyselekcjonowałem kilka płyt, które coś dla mnie znaczą. Zacznijmy od Tangerine Dream, jednej z moich ulubionych grup. Grzech słuchać ich dzieł na 'empetrójkach', w swoim najlepszym okresie nagrywali tylko analogowo, co dawało naturalne i piękne brzmienie. Prawdziwie ważna dla mnie rzecz to With The Artists z dorobku Rhythm & Sound. Przez wiele lat był to mój ulubiony projekt muzyczny. W tamtych czasach żadna inna rzecz z muzyki elektronicznej nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia. Dużo dubu, jednak podanego nie w stricte klasycznym wydaniu. Zresztą to ci sami ludzie, którzy odpowiedzialni są za kultowe Basic Channel. Niektórzy uważają, że to właśnie oni spopularyzowali w Europie techno. Numer Queen In My Empire jest jedną z moich ukochanych piosenek. Płyta jest już mocno zużyta, kupiłem ją w Berlinie wiele lat temu – w Hardwaxie, sklepie należącym do 1/2 BC, czyli Marka Ernestusa. Jeśli od święta zdarza mi się zagrać w klubach z płyt winylowych – zawsze to puszczam. Minimalistyczna produkcja plus świetni wokaliści. Zawsze chciałem robić coś podobnego i w konsekwencji wypuściłem kilka winyli sygnowanych jako Hatti Vatti, z podobnym założeniem. Wracając do Niemiec – to była złota era dub techno, nie było wtedy takiej siły internetu czy wszechobecności komputerów, więc spora część tej muzyki była robiona na maszynach. Bez chwili zastanowienia mogę powiedzieć, że tego typu brzmienia współdefiniują mnie jako artystę, w takich najbardziej podstawowych pojęciach.

Dużo dubu, jednak podanego nie w stricte klasycznym wydaniu. Zresztą to ci sami ludzie, którzy odpowiedzialni są za kultowe Basic Channel. Niektórzy uważają, że to właśnie oni spopularyzowali w Europie techno. Numer Queen In My Empire jest jedną z moich ukochanych piosenek.



Idąc dalej – Skull Disco - zajebiste rzeczy, które powychodziły w 2009 roku, również zakupione przeze mnie w berlińskim Hardwaxie. Na tej EP znajdują się utwory Appleblim i Peverelist przy kurateli Shackletona. W pewnym momencie ten wywodzący się jeszcze mocno z UK garage dubstep połączył się z dubtechno, i to był dla mnie najciekawszy muzycznie moment tego gatunku. Co miesiąc wychodziły krążki, które naprawdę coś zmieniały, tzw. gamechangery. Teraz to już powielanie, a sam gatunek się zdewaluował nawet w nazwie. Niestety, takie rzeczy miały swoje pięć minut i nic z tego więcej nie wyniknęło, aczkolwiek brzmienie nie zestarzało się ani trochę. A tutaj płytki Synkro, czyli człowieka, z którym całkiem sporo współpracowałem, zresztą wciąż mamy przyjacielski kontakt i bardzo cenie jego produkcje. Moja przygoda z muzyką na poważniej zaczęła się właśnie od niego, gdyż pierwszy singiel wydałem w jego labelu. Mały świat MySpace, napisałem i się udało. Zresztą, wtedy pisało się do Buriala i on też odpowiadał, mówię całkiem serio. W podobny sposób powstał remiks mojego utworu, który zrobił Andy Stott, bez żadnych pośredników czy managerów - taki ciekawy highlight z czasów sprzed dekady gigantycznych i bezosobowych social mediów. Z tych czasów bardzo lubiłem grać ten numer projektu Clouds, nie mylić ze znanym obecnie duetem techno. Byli z Finlandii i na jednej z EP-ek przedziwny remiks utworu Timekeeper zrobił Ras G. Uwielbiałem go grać, bo ludzie kompletnie nie wiedzieli, jak zachować się na parkiecie (śmiech). Tempo się zgadza, ale cała rytmika jest zupełnie złamana.

04

Świetne rzeczy wychodziły także w muzyce tempa 170bpm, bardziej drum 'n' bassowych, a dokładniej jego podgatunku – autonomic, związanego głównie z Exit Records. Przykładowo Dbridge czy Instra:mental, którego to duetu włączę singiel – jednostronny vinyl, tzw. white label. Jakby ktoś nie wiedział, to Instra:mental tworzyli Boddika, który aktualnie robi techno, a takie brzmienia mu się w pewnym momencie odwidziały oraz Damon Kirkham, znany jako Kid Drama. To, co nagrali, brzmi jak muzyka z lat 80. Klasyczne analogowe instrumenty, brzmienie kojarzące się z Tangerine Dream czy Chromatics. Lubiłem grać je w klubie: nigdy nie rozumiałem, dlaczego na imprezie nie można puszczać takiej spokojniejszej muzyki. W klubie robi się mnóstwo innych rzeczy poza tańcem.

Byli z Finlandii i na jednej z EP-ek przedziwny remiks utworu Timekeeper zrobił Ras G. Uwielbiałem go grać, bo ludzie kompletnie nie wiedzieli, jak zachować się na parkiecie (śmiech).

The Bug, mistrz w swojej kategorii, którą chyba sam stworzył. Bardzo go lubię i cenię za upór. Kiedy miałem lepszy humor i chciałem zdemolować lokal to puszczałem właśnie ten numer – Skeng. Ma z 10 lat, ale nie nudzi mi się nic a nic – przy tym numerze nie da się spokojnie stać. O, na przykład DJ Pinch z Bristolu, label Tectonic, zrobił numer otwierający podcast Appleblima (Henry & Louis – Rise Up w jego remiksie – przyp.red.). Przez wiele lat ten utwór nie był nigdzie wydany, więc jak zobaczyłem go w sklepie, to nie mogłem później spać z podniecenia. Kocham tego typu minimalistyczne produkcje, w jakimś stopniu przypomina mi Rhythm & Sound, siostrzane efekty z reverbem czy delayem na minimalistycznych syntezatorowych brzmieniach.

06


08

POLSKI AKCENT

Idziemy dalej – Czesław Niemen i Enigmatic, czyli jedna z moich ukochanych płyt. Niesamowicie wydana, przepiękna złota okładka. Wiele razy słuchałem jej z wypiekami na twarzy, znajduje się tu masa dobrych kompozycji. Często do niej wracam, ma też wygodny format – na jednej stronie jest Bema Pamięci Rapsod Żałobnych, a na drugiej trzy pozostałe kompozycje, o trochę innej dynamice. Księżyc, legendarny i niesamowicie ważny dla mnie projekt: kiedyś dosyć ciężkie do zdobycia, aż do momentu, kiedy kilka lat temu dostali swoje drugie życie. Tutaj ciekawa anegdota – niedawno miałem okazję poznać tych ludzi, a zawdzięczam ten fakt Noonowi. Poszliśmy na specjalny zamknięty koncert, przy którym pomagał od strony technicznej. Zero gości, celem było nagranie tego na video. Byłem zatem dosłownie jedynym widzem i miałem prywatny koncert swojego kultowego zespołu. Z mojej perspektywy maksymalnie emocjonalne przeżycie. To jeden z tych albumów, które zabrałbym ze sobą na bezludną wyspę. Nie nudzi mi się i wciąż porusza, mimo że znam ją od kilkunastu lat.

Jeśli chodzi o polską muzykę, to lubię, kiedy te rzeczy mają jakiś lokalny podtekst i słychać, że są robione w Polsce. Jakaś komunistyczna nostalgia, słowiańska dusza i tym podobne kwestie. Tutaj na przykład płyta wspomnianego Noona, test press jego pierwszego wydawnictwa Bleak Output. To właśnie taka polska rzecz. Rarytas, bo jest to prezent od Mikołaja, nie było tego w sklepach. Żeby było ciekawiej, kiedyś kupiłem ten krążek, jakoś w 2000 roku, na Jarmarku Dominikańskim. Pewien pan sprzedał mi tę płytę za 10 zł, nie wiedział nawet, co to dokładnie jest. Z tego co pamiętam, był to sampler tego albumu i chyba nawet Noon jej nie posiadał. Niestety, płytę zgubiłem na jakiejś imprezie. Na szczęście Mikołaj podarował mi tego test pressa, na otarcie łez. Wciąż jest to kolekcjonerska rzecz, ale tamtej zguby nie mogę przeboleć.

10


11


ŚWIAT

To jest przedziwny numer, a mianowicie And It Rained All Night z repertuaru Thoma Yorke'a w remiksie Buriala. Chyba nawet po tym kawałku zawiązali większą współpracę i wydali EP-kę (był to minialbum nagrany jeszcze z Four Tet – Mirrors/Ego – przp. red.). Kupiłem to w Empiku za jakieś kilkanaście złotych, byłem w sporym szoku, że znalazłem to właśnie w tym miejscu i w takiej cenie.

Pokażę wam jeszcze kilka płytek, z których sampluję. Przywiozłem ich bardzo dużo z Japonii. Oczywiście, zdarza mi się samplować z wszystkiego – CD, YouTube czy nawet YouTube nagrywany na dyktafon. Z ciekawszych skarbów - radzieckie disco, kupione gdzieś na Ukrainie za 2 zł. To wczesne lata 80. i jeden z socjalistycznych krajów bałtyckich – Łotwa. Całość nazywa się Disco Alliance, a zespół to Zodiac. Warta uwagi psychodeliczna okładka, naprawdę dobra robota. Następnie Yasuaki Shimizu, mam dwie płyty tego pana. Jedną wykorzystałem i sprzedałem, gdyż okazało się że kupiłem ją za małe pieniądze w Tokio, natomiast w Europie jest to bardzo rzadko występujący egzemplarz. To jedna z niewielu płyt winylowych, jakie sprzedałem w życiu, poza małymi wyjątkami, z zasady się ich nie pozbywam. Wracając do Yasuaki Shimizu, interesująca ambientowa elektronika i trochę gitary. Płyta Music for Commercials to kawałki, które nagrał na potrzeby reklamowe. Na okładce widnieje japoński napój, który zresztą bardzo lubię. Osobliwa płyta, nie dziwię się, że ów artysta ma swoich zagorzałych odbiorców.

Jeden z wydawniczych absurdów, jakie posiadam, zdecydowanie warto zrobić zdjęcie: japońska płyta wypełniona wyłącznie dźwiękami z horrorów. Musiałem to kupić, chociaż nie mam pojęcia, po co. Słyszycie? Przybijanie ćwieków w trumnie, odgłosy wilkołaków, a tutaj na przykład skrzypiące drzwi. Zero muzyki, tylko takie rzeczy. Może ktoś to wykorzystuje w przedstawieniach teatralnych, nie mam pojęcia.

12

Jeden z wydawniczych absurdów, jakie posiadam, zdecydowanie warto zrobić zdjęcie: japońska płyta wypełniona wyłącznie dźwiękami z horrorów. Musiałem to kupić, chociaż nie mam pojęcia, po co. Słyszycie? Przybijanie ćwieków w trumnie, odgłosy wilkołaków, a tutaj na przykład skrzypiące drzwi.

Znowu Japończyk, pan Masa Matsuda i jego syntezatory, na których nagrywał sobie różne ciekawe melodie. Brzmi to naprawdę rewelacyjnie, ten okres w japońskiej muzyce był naprawdę solidny i produktywny. Trzeba przyznać, że ichnia muzyka różni się znacząco od europejskiej, mało tutaj przebojowości. Strasznie dużo tego przywiozłem, łącznie z Japonii udało mi się ściągnąć 170 płyt. Musiałem nadać osobną paczkę, która mocno przeżyła podróż samolotem, ale na szczęście dotarła w jednym kawałku. Idziemy dalej: kolejny zakup z Tokio i siostry Lijadu, rok 1979. Bardzo lubię afrykańską muzykę, więc nie mogłem się oprzeć. W życiu nie widziałem stoiska z tyloma afrykańskimi winylami. Oczywiście sporo repressów od Awesome Tapes From Africa, ale też sporo oryginalnych wydań z najdziwniejszych krajów pokroju Lesotho, Uganda, Mozambik, naprawdę ogromne muzeum i niestety wysokie ceny. Mnóstwo płyt etiopskich. W Etiopii również byłem, ale tam na miejscu ciężko zdobyć oryginalne rzeczy, o winylach nie wspominam. Ostatnio opowiadała mi o tym również Karolina Rec, Resina. Również szukała tam rdzennej muzyki, przywiozła mnóstwo CDków i niestety większość to takie dziwaczne pop-badziewie, co prawda ciekawe, ale to nie to. Takie rzetelne płyty są pewnie do zdobycia w Nowym Jorku, a większość ma już swoich właścicieli. Wracając do Tokio – tam są naprawdę genialne sklepy. Z Łukaszem Stachurko i Grohem siedzieliśmy po kilka godzin, kłócąc się, kto zajmuje gramofon do odsłuchu, bo była tylko jedna sztuka na naszą trójkę (śmiech). Każdy wybrał z 50 płyt na zasadzie najszybszego możliwego diggingu – odsłuchiwaliśmy utwory tylko po 2 sekundy, byleby cokolwiek ogarnąć, a mieliśmy na to może z godzinę. Stosy płyt, tysiące egzemplarzy – dosłownie. Patrzcie, to przykładowo dosyć popularna sprawa w Japonii – soundtracki do anime. Wydawało mi się, że będzie to brzmieć mocno syntetycznie, ale kompletnie tak nie jest, czuć raczej lata 70. i piosenki rockowe typu Wings. Dla mnie to swego rodzaju novum, że manga/anime brzmiały kiedyś w ten sposób. Super wydane, w środku można znaleźć plakaty i książeczki.

13A


14

Z Łukaszem Stachurko i Grohem siedzieliśmy po kilka godzin, kłócąc się, kto zajmuje gramofon do odsłuchu, bo była tylko jedna sztuka na naszą trójkę (śmiech). Każdy wybrał z 50 płyt na zasadzie najszybszego możliwego diggingu – odsłuchiwaliśmy utwory tylko po 2 sekundy, byleby cokolwiek ogarnąć, a mieliśmy na to może z godzinę.

15

Mam też bardzo dużo 'siódemek' – japoński dancehall, stare polskie przeboje, jamajska muzyka, w końcu pochodzę ze światka dubowego. Jak widać, są to niechlujne wydania, ale numery za to genialne. Ciężko to wszystko spamiętać, był moment totalnej nadprodukcji tego typu muzyki. Dancehall jest muzyką ciekawą, a w Polsce w ogóle się nie przyjęła. Przecież to dobra alternatywa dla popu, trapu czy wszystkich imprezowych rzeczy. Razem z jungle jest to moja ulubiona taneczna muzyka, taka bez większego nadęcia i nastawiona tylko na zabawę. Ciekawy jest fakt, jak to jest wydawane – płyty są krzywe, numery są pomieszane i często błędnie wytłoczone, a strony zupełnie na opak. Kiedyś chciałbym tam pojechać i zobaczyć, jak to działa obecnie. Z kolei przedziwna muzyka znajduje się na tej japońskiej 'siódemce', taka lokalna Irena Santor. Dla nas, Europejczków, jest to ciężkie do przyswojenia, bo według naszych uszu i mechanizmu poznawczego ta pani ewidentnie zawodzi, natomiast w realiach Dalekiego Wschodu wokalnie jest to na najwyższym poziomie, Japończycy są raczej bezbłędni w tym, co robią. Brzmi trochę jak jęcząca ciocia na jakimś weselu. Ale zobaczcie, jak wydana jest ta płyta: w książeczce są ruchy, jakie należy wykonywać w tym określonym sposobie tańca. W tym przypadku samplowanie jest okej, aczkolwiek nie jest to super łatwe, bo dzieje się dosyć dużo, najłatwiej sampluje się dość przejrzyste dźwiękowo fragmenty. Zależy też od tego, jaką muzykę robisz – czy podkład dla MC oparty na wyraźnych loopach, czy mikrodźwięki na syntezatorach w elektronicznych mozaikach. Pokażę wam próbkę, zobaczymy, co wyjdzie. (Piotr sampluje i tworzy jakiś muzyczny temat – przyp.red.). Prosty beat, japońska melodia z płyty 7” i mamy szybki szkic numeru. Duży plus jest taki, że sampel jest nie do rozpoznania. Wiadomo, w producenckim światku obciachem jest robienie oczywistych sampli, ze znanych rzeczy. Gdybym zsamplował Madonnę czy Leszka Możdzera to trochę średnio, już nie mówiąc o samplach z tego samego gatunku, to nie wchodzi w grę. Wykopywanie czegoś oryginalnego daje dużą frajdę i to chyba jest w tym najfajniejsze.

17



KOMPAKTY

Na sam koniec mogę opowiedzieć trochę o kompaktach. Są to w większości płyty, które od kogoś dostałem lub kupiłem gdzieś w podróży. Na Bliskim Wschodzie czy w Azji kultura CDków wciąż jest mocno żywa. W Bombaju kupiłem na przykład płytę jakiegoś 'pana cymbalisty' za 5 zł i to jest rzecz znakomita. Są tylko dwa utwory trwające kolejno po 40 i 15 minut. Tę natomiast dostałem, będąc w Iranie i jest to perska muzyka, nie do końca klasyczna, bardziej brzmi jak filmowy soundtrack, a kompozytor nazywa się Mohammad Reza Aligholi (album Gypsy Moon). Moim ulubionym gitarowym zespołem jest My Bloody Valentine i trzymam w ręku Loveless, czyli ich najwspanialszą płytę, do tego podpisaną przez wokalistę grupy, dla mnie skarb. Na OFF Festival mieliśmy obok siebie garderoby, więc nie mogłem się powstrzymać. Kevin jest moim idolem i nie mogłem długo dojść do siebie po krótkiej wymianie zdań i podpisaniu płyt. Tutaj Muddy Waters, bardzo lubię czarny blues z lat 50./60., jednocześnie nie mogę przetrawić białego, nowoczesnego. Ten album dostałem jako wynagrodzenie za symboliczny set, który zagrałem w malutkim sklepie płytowym w Rejkiawiku w grudniu zeszłego roku. Właściciel pozwolił mi wybrać sobie jakąś rzecz ze sklepu i wziąłem właśnie to. Wspomniałeś o Luomo, tak, bardzo go lubię, a szczególnie muzykę, którą robi jako Vladislav Delay. Mam jeszcze legendarną Miłość z Gdańska. To jest na przykład płyta kompaktowa Kate Bush, która wyszła w 1985 roku i jak kupiłem ją na aukcji, to okazało się, że to jest oryginalna edycja, a była w idealnym stanie, mimo że ten przedmiot ma 31 lat. Jest też Four Tet, Boards of Canada, Sully - bardzo lubię brytyjską elektronikę. Z gitarowych fascynacji to Ścianka, Ewa Braun oraz Nirvana. Patrzcie, tutaj kolejny japoński album i kolejna ciekawostka. Wiecie, u nich niektóre książki są drukowane na odwrót i tak samo złożony jest ten CD, po prostu otwierasz go w drugą stronę. Swego czasu miałem też krążek Riyuchi Sakamoto, który działał na zasadzie origami i po otworzeniu robił się taki wysoki papierowy wazon. Japończycy totalnie biją wszystkich na głowę, jeśli chodzi o pomysłowość wydawania. Jak widać, mam tutaj idealne połączenie dziwadeł i klasyków.

19

Ten album dostałem jako wynagrodzenie za symboliczny set, który zagrałem w malutkim sklepie płytowym w Rejkiawiku w grudniu zeszłego roku. Właściciel pozwolił mi wybrać sobie jakąś rzecz ze sklepu i wziąłem właśnie to.

ZJAWISKA

Wrzućmy jeszcze to, najbardziej pokręcone nośniki. Mam na przykład płytę, która jest grą komputerową. Trzeba było zgrać winyl na kasetę, a z niej na komputer. Absurdalna rzecz, nie dość, że to było polskie tłoczenie, to po drodze traciło się masę danych. Wiecie, co to za zespół? Papa Dance. Odpalasz grę, a tam quiz i pytania typu 'co Paweł lubi jeść na obiad?'. Parę lat temu wyszła też rzecz od producenta Rockwell, który nagrał numer Reverse Engineering. Całość jest nagrana od tyłu, wszystkie sample i elementy, więc brzmi to ultra nietypowo. Do tego winyl puszcza się od środka do końca i poligrafia jest również odwrócona. Wszystko, co się tylko da, jest zrobione na opak. Kiedyś też wychodziły pornosy na winylach, w sensie same dźwięki seksu. Tam w ramce wisi z kolei Blade Runner i to warto pokazać. Pomimo iż nie jestem wielkim fanem science fiction, to jestem fanem Blade Runnera, zarówno filmu, jak i soundtracku Vangelisa. To kupiłem za 3 zł w Tokio, stan jak z fabryki, wydanie z 1992 roku. Przykład technologii, która nigdy się na dłużej nie przyjęła. Nazywa się to Laser Disc i w skrócie to płyta CD z filmem o wielkości winyla 12”. Totalne techniczne wynaturzenie. Co więcej, nie znajdziemy tam muzyki, tylko film - choć wygląda jak winyl w wersji CD. Powiedzmy, że to dziadek DVD. W Polsce nie mieliśmy wtedy jeszcze za dużo kompaktów, a Japończycy mieli swoje wielkie pre-DVD. Zatem moja konkluzja na koniec będzie taka – jeśli zamawiam pizzę i nie mogę sobie wyobrazić ich wielkości na podstawie małej, dużej czy XXL i pytam o średnicę, a ktoś mówi, że ma 30 cm, to wtedy od razu jestem w domu, przecież dokładnie tyle wynosi średnica płyty winylowej, 30 cm to 12 cali.

21

Hatti Vatti – czyli Piotr Kaliński. Trójmiejski producent i muzyk związany z wytwórniami MOST oraz U Know Me. Aktywny na polskiej scenie muzyki elektronicznej od 10 lat. Na swoim koncie ma ponad 15 winylowych wydawnictw wydanych w labelach w różnych krajach. Regularnie koncertuje w całej Europie i Japonii. Jego unikatowy, rozpoznawalny styl to mieszanka wielu stylów muzycznych i autorskiego podejścia do realizacji technicznej. Współpracował z wieloma artystami: z Noonem tworzy projekt HV/NOON, z Misią Furtak - duet FFRANCIS, zaś ze Stefanem Wesołowskim - Nanook of the North.

98